Jak towarzyszyć dzieciom w emocjach i tworzyć bezpieczne szkoły wolne od przymusu? Michał Pasterski
Odcinek 46
👉 Konferencja „Chłopiec – Ojciec – Wychowawca” z udziałem Michała Pasterskiego już się odbyła! Jeśli chcesz wziąć udział w innych naszych wydarzeniach dla rodziców, zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!
Jak tworzyć szkoły, w których dzieci będą się czuły emocjonalnie bezpieczne i będą mogły rozwijać umiejętności radzenia sobie z emocjami, budowania relacji i poznawania siebie? Jak towarzyszyć dzieciom w przeżywaniu trudnych emocji?
W tym odcinku moim i Waszym gościem jest Michał Pasterski – założyciel LIfe Architect, certyfikowany praktyk Internal Family System, autor bloga o rozwoju osobistym michalpasterski.pl i założyciel Fundacji Świadoma Edukacja, a także autor książki Insight. Droga do mentalnej dojrzałości.
Rozmawiamy o tym:
- jak może wyglądać szkoła bez przymusu i z wolnością wyboru, gdzie emocjonalne potrzeby dzieci są zabezpieczone
- w jaki sposób narzędzia terapeutyczne (IFS, NVC) mogą wspierać dzieci i nauczycieli,
- jak dorośli mogą towarzyszyć dzieciom w trudnych emocjach – zaczynając od przyjrzenia się własnym,
- dlaczego kluczem jest dobrze przygotowana kadra, której potrzeby emocjonalne są zaspokojone.
Jeśli interesuje Cię, jak może wyglądać szkoła przyszłości i jak możemy wspierać dzieci w budowaniu emocjonalnego bezpieczeństwa – bardzo zapraszamy do wysłuchania.
🔗 Linki z odcinka:
📬 Zapraszamy do newslettera dla rodziców!
Jeśli chcesz otrzymywać cotygodniowe informacje o tym, co pomocne w wychowaniu i edukacji dzieci oraz w dbaniu o potrzeby nas, rodziców, zapraszamy Cię do naszego newslettera. Znajdziesz tu polecenia książek, wydarzeń, spotkań, kursów czy podcastów, które okazały się pomocne dla nas. Kliknij i zapisz się tutaj 👉 wydawnictwoelement.pl/newsletter/
Posłuchaj
Jak stworzyć szkoły, w których dzieci czują się bezpieczne emocjonalnie i mogą rozwijać swoje kompetencje w radzeniu sobie z emocjami, budowaniu relacji i poznawaniu siebie? Jak my, jako dorośli, możemy towarzyszyć dzieciom w przeżywaniu trudnych emocji? W tym odcinku moim i Waszym gościem jest twórca Life Architect, popularnego bloga o rozwoju osobistym, autor książki „Inside. Droga do mentalnej dojrzałości”, certyfikowany praktyk systemu wewnętrznej rodziny, a także założyciel Fundacji Świadomej Edukacji, która już niedługo uruchamia w Poznaniu Szkołę Demokratyczną.
Rozmawiamy o tym, jak może wyglądać szkoła bez przymusu i z wolnością wyboru, gdzie potrzeby emocjonalne dzieci są zaspokojone. Rozmówca opowie, jak narzędzia terapeutyczne, takie jak system wewnętrznej rodziny czy Porozumienie Bez Przemocy, mogą wspierać dzieci i nauczycieli, jak my, dorośli, możemy towarzyszyć dzieciom w przeżywaniu trudnych emocji, zaczynając od przyjrzenia się własnym, a także dlaczego kluczem do bezpiecznej szkoły jest kadra, której potrzeby emocjonalne są zaspokojone. Bardzo zapraszam do wysłuchania. Nazywam się Aleksander Baj, a to jest 46. odcinek podcastu „Baj Example” o edukacji domowej, rodzicielstwie, rozwoju i o tym, co z nas wyrośnie.
Dziękuję, że jesteś i że zgodziłeś się przyjąć nasze zaproszenie.
Cześć, dziękuję za zaproszenie.
Jesteś osobą, z którą zetknęliśmy się dosyć wcześnie na naszej wydawniczej drodze. Współtworzyłeś pierwsze współorganizowane przez nas spotkanie z Andrém Sternem w Polsce, w ramach Fundacji Świadomej Edukacji. Poznałem cię jako twórcę bloga Life Architect, który, o ile dobrze pamiętam, był wtedy przede wszystkim blogiem o rozwoju osobistym.
Tak, to był mój blog osobisty michalpasterski.pl.
Natomiast w 2016 roku uruchomiłeś też Fundację Świadomej Edukacji, zdecydowałeś się zorganizować konferencję, która okazała się sporym wydarzeniem, bo zgromadziła, o ile dobrze pamiętam, ponad 200 osób. André Stern był wtedy gościem, a jego przyjazd był związany z premierą książki „Nigdy nie chodziłem do szkoły”.
Gdy przygotowywałem się do naszej rozmowy i czytałem o tym, czym się zajmujesz, odniosłem wrażenie, że edukacja jest obecna we wszystkim, co robisz. Tych dużych projektów, w które się angażowałeś, było co najmniej kilka, ale edukacja była wpleciona w każdy z nich. Widać, że edukacja leży ci na sercu, chociaż to nie jest twoje główne zajęcie ani twój zawód.
W tej rozmowie, tak jak ci sygnalizowałem, chciałbym poruszyć dwa tematy. Po pierwsze, włączanie narzędzi psychoterapeutycznych do edukacji i to, jak ty to widzisz. Obok pozostałych projektów, przymierzasz się teraz do uruchomienia Szkoły Demokratycznej w Poznaniu, więc chciałbym się dowiedzieć, jak ta szkoła ma wyglądać i jak możemy sobie wyobrazić włączenie narzędzi z psychoterapii do szkół. Druga rzecz to, jak możemy towarzyszyć dzieciom w przeżywaniu trudnych emocji, bo to również jest obszar, którym się zajmujesz. Moje pierwsze pytanie dotyczy twojego głębokiego zainteresowania edukacją i angażowania się w jej zmianę.
Dzięki za to pytanie. Tak naprawdę, odkąd w liceum poznałem psychologię, terapię i rozwój osobisty, stało się to moją dużą pasją. Miałem ogromną ciekawość, jak funkcjonujemy jako ludzie, jak działa ludzki umysł, nasze emocje, podświadomość itd. Zrozumiałem, że abyśmy lepiej radzili sobie w życiu i rozumieli swoje potrzeby, musimy cały czas poszerzać świadomość o tym, jacy jesteśmy i jak funkcjonujemy. Ta wiedza na początku dotyczyła mnie jako osoby dorosłej — bardzo mi pomogła poukładać sobie pewne rzeczy w głowie, przepracować emocje i rozwiązać różne zawiłe sprawy, które we mnie siedziały.
Potem zdałem sobie sprawę, że to jest taka wiedza, której brakowało mi w mojej szkole. Nikt nie powiedział mi, czym są emocje, jak działają, jak radzić sobie ze smutkiem czy złością, czy z innymi uczuciami, które we mnie siedzą. Od początku było dla mnie jasne, że wiedza, którą poznaję jako dorosły, powinna być oczywistą częścią programu nauczania w każdej szkole. Już wtedy miałem taką myśl, że to powinno być włączone do procesu edukacji. Że dzieci od samego początku swojej przygody edukacyjnej mogą uczyć się, jak funkcjonuje człowiek na poziomie psychologicznym. Mogą uczyć się, jak radzić sobie z emocjami, jak być bliżej nich, jak ich nie wypierać czy nie zamiatać pod dywan.
Dlatego edukacja była obecna w zasadzie w każdym projekcie, który realizowałem: czy to była konferencja, czy weekendowe zajęcia z inteligencji emocjonalnej dla dzieci, czy szkolenia dla psychoterapeutów. Zawsze na jakimś poziomie ta edukacja była istotna, choć w kontekście ostatnich lat to była mniej edukacja jako przekazywanie wiedzy, a więcej jako pewnego rodzaju doświadczenia czy praca doświadczalna, dzięki której pozyskujemy wiedzę, ale bardziej o samym sobie. Chodzi mi o takie doświadczenia transformujące, zmieniające nas od środka, które w świecie dorosłych zwykle funkcjonują jako na przykład warsztaty wyjazdowe, gdzie odcinamy się od życia codziennego na kilka dni i zanurzamy się w procesie pracy nad sobą. Ale w kontekście dzieci również ma to ogromne znaczenie, ponieważ dzieci uczą się poprzez doświadczenia, wyzwania i różne sytuacje dużo szybciej i skuteczniej niż poprzez pozyskiwanie suchej wiedzy. Dużo myślałem o tym, jak zaprojektować proces edukacyjny dla dzieci, który nie jest suchym uczeniem się wiedzy, ale pewnym zestawem doświadczeń, w których dziecko poznaje lepiej siebie. To jest ten bardzo ważny aspekt wiedzy – wiedza o samym sobie, zrozumienie siebie, poznanie siebie. Czego w szkołach publicznych nie ma, przez co później rosną nam dorośli, którzy są tak bardzo odlegli od samych siebie. Chciałbym poprzez edukację, którą tworzę dla najmłodszych, sprawić, aby dzieci pozostawały blisko siebie, rozumiały siebie i były blisko swoich emocji, żeby miały z nimi być, zamiast z nimi walczyć czy od nich uciekać.
Już za chwilę padnie, jak zaprojektować szkołę w taki sposób, żeby dzieci przez doświadczenie mogły rozwijać kompetencje emocjonalne, a jeśli chcesz regularnie otrzymywać praktyczne wskazówki dotyczące edukacji i rozwoju dzieci, bardzo zapraszam do naszego newslettera. Raz w tygodniu wysyłamy krótką wiadomość zawierającą polecenia rozmów, podcastów, książek czy wydarzeń o edukacji, rodzicielstwie i rozwoju. Wszystkie te rzeczy sprawdzamy najpierw na sobie. Jeśli chcesz dołączyć, kliknij i zapisz się, link w opisie odcinka.
Zgadzam się z tobą, że to jest jedna z kluczowych kompetencji, które powinniśmy mieć. Myślę, że nie trzeba nas do tego przekonywać, bo każda obserwacja siebie i naszego otoczenia pokazuje, że kompetencje związane z poznaniem siebie są jednymi z ważniejszych.
Wiesz, prowadzimy ten podcast już blisko dwa lata i rozmawiamy z różnymi specjalistami o rodzicielstwie, edukacji, o tym, jak być lepszym rodzicem i jak pomagać dzieciom rozwijać ich potencjał. I właściwie z wszystkich tych rozmów przenika taka myśl, że musimy zacząć od siebie. To znaczy, musimy zacząć od poukładania swoich spraw. Jeżeli chcesz pomóc dzieciom odkryć ich potencjał i talenty, zajmij się najpierw swoimi. Jeżeli chcesz lepiej towarzyszyć dzieciom w przeżywaniu trudnych emocji, zajmij się swoimi. I to jest coś, co jest w szkole zupełnie nieobecne.
Zastanawiam się tylko, czy to ma szansę być obecne w szkole w taki sposób, jak ona wygląda dzisiaj. Czy możemy przekazać wiedzę z zakresu psychologii? Jaka byłaby tego skuteczność, jeżeli sobie popatrzymy, no bo to jest jeden z argumentów, który jest dzisiaj podnoszony dotyczący tego, że ta szkoła musi być zmieniona, wymaga radykalnych zmian, między innymi dlatego, że jest bardzo nieefektywna w obszarze przekazywania wiedzy i kompetencji. Neurobiolodzy mówią, że zapominamy ponad 80% tego, czego nauczyliśmy się w szkole. Taki przykład, który mi chodzi po głowie, to jest przykład języków obcych. Często ten wiodący język w szkole, którego dzieci uczą się przez 10-12 lat, na koniec nie jest opanowany nawet w stopniu komunikatywnym. Zastanawiam się, czy z kompetencjami i wiedzą dotyczącą psychologii nie byłoby podobnie? Pewnie by było, tylko w takim razie co możemy z tym zrobić, żeby to było skuteczne?
To trudne pytanie, bo mnie nawet nie interesuje myślenie o tym, co by tutaj zrobić, żeby spróbować wcisnąć psychologię do szkoły publicznej. Sposób, w jaki działa szkoła publiczna jest na tak wielu poziomach szkodliwy dla człowieka, że tak jak mówisz, to prawdopodobnie nie zadziałało. Jeżeli to ma zadziałać, to musi być do tego odpowiednio zbudowana przestrzeń. Przede wszystkim nie może być takiego pośpiechu, takiej ilości presji, takiego skupienia na błędach, takiej rywalizacji, takiego oceniania. Mógłbym wymieniać długo, a każda z tych rzeczy, o których mówię, to jest bardzo duży kawałek tego, jak funkcjonuje szkoła publiczna. I zmiana każdego z tych kawałków to jest gruba rewolucja do zrobienia. Chociażby na przykład zmiana systemu oceniania, albo w ogóle go usunięcie, albo wyeliminowanie kultury rywalizacji, albo zmiana sposobu, w jaki funkcjonują lekcje. To by wymagało bardzo dużych zmian i uważam, że wkładanie dodatkowych lekcji z psychologii do tego systemu, nie do końca ma sens. Myślę, że skuteczność byłaby bardzo mała, bo nadal to pewnie opierałoby się na tym, że dzieci by siedziały przed książkami i czytały o czymś, czego one powinny doświadczyć, żeby zrozumieć, a nie przeczytać o tym.
Więc mój główny obszar zainteresowania to budowanie alternatywnych systemów czy alternatywnego modelu edukacji. Mnie najbardziej interesuje szkoła demokratyczna, która jest pozbawiona przymusu i to jest w porównaniu do publicznego systemu edukacji taki rewolucyjny model. I to jest przestrzeń, gdzie to jak najbardziej może zadziałać, ponieważ dorośli mogą z dziećmi mieć czas na to, żeby rozmawiać. Rozmawiać w sposób otwarty, z ciekawością, żeby rozmawiać o emocjach. Jeżeli jest jakiś konflikt między dziećmi, to żeby poświęcić na niego godzinę albo dwie, tylko na konkretny konflikt, żeby o nim porozmawiać, przeprocesować go, żeby pomóc dzieciom zintegrować to doświadczenie. Na tej podstawie dzieci będą się uczyć o swoich emocjach, będą uczyć się rozumieć, co się wydarzyło w nich w trakcie tego konfliktu i na czym polega naprawianie tego typu sytuacji. Natomiast w szkole publicznej po prostu na to nie ma zupełnie miejsca. Więc ja myślę, że żeby ta edukacja o psychologii i o tym, jak działa człowiek, faktycznie mogła się wydarzyć, to potrzebna jest zupełnie inna przestrzeń niż to, co w większości szkół rzeczywiście ma miejsce.
To, o czym teraz powiedziałeś, brzmi w taki sposób, jakby wymagało wysoce wykwalifikowanej kadry, która będzie w stanie te wszystkie potrzeby zaopiekować.
Byłoby idealnie, żebyśmy mieli wykwalifikowaną kadrę, żeby każdy, kto zostaje nauczycielem, mógł przejść przez serię szkoleń, warsztatów, cały proces edukacyjny, który jest związany między innymi z neurobiologią, o której wspomniałeś, czy metodami komunikacji bez przemocy, czy metodami pomagającymi dorosłym, czy pomagającymi kadrze pracować ze swoimi własnymi emocjami, żeby móc być z emocjami dzieci. Gdybym był w takim cudownym położeniu, że mógłbym podejmować decyzję o tym, jak wygląda system edukacji, to byłby pewnie pierwszy krok, czyli zbudowanie jakiegoś bardzo kompleksowego programu szkoleniowego, który dla nowych nauczycieli byłby oczywiście darmowy, żeby ktoś taki mógł bezpiecznie, swobodnie, bez poczucia, że traci czas i pieniądze, spędzić dużo czasu, czy to na sali szkoleniowej, czy jakkolwiek by te szkolenia były sformułowane. żeby spędzić dużo czasu na edukacji właśnie w kontekście tego, czego brakuje. To powinno być częścią procesu, w którym nauczyciel w ogóle staje się nauczycielem. Ale tak, wykwalifikowana kadra, co w tej chwili jest na pewno wyzwaniem. Natomiast jest to do zrobienia. Tylko to wymaga zainwestowania w wysokiej jakości szkolenia i zorganizowania tego tak, żeby nauczyciele mogli sobie pozwolić na to, żeby takie szkolenia robić.
To powiedz więcej, jeżeli możesz, o tym, jak sobie tak dokładniej wyobrażasz szkołę, która ma powstać. Powiedziałeś, że model demokratyczny jest tym, który najbardziej ci odpowiada. No i o tym, że idealnie by było gdyby kadra mogła poświęcić odpowiednią ilość czasu dla każdego z dzieci, żeby móc zadbać o jego potrzeby. To pewnie wymagałoby odpowiednio małych grup. Natomiast trochę tak krążymy wokół, a jestem ciekaw tego, jak wyobrażasz sobie, żeby była zorganizowana szkoła, o której myślisz. Szczególnie interesuje mnie właśnie to, o czym wspomniałem na początku. Ta twoja myśl wdrażania narzędzi terapeutycznych do edukacji. Czy jesteśmy w stanie w jakiś taki praktyczny, konkretny sposób wymienić kilka takich narzędzi, które widzisz, że mogłyby działać w edukacji?
Jasne, to może zacznę od pierwszego pytania, żeby trochę podzielić się tym, jak widzę taką szkołę. Mi najbliższa jest edukacja demokratyczna, dlatego że uważam, że to jest duża zmiana paradygmatu edukacji w takim kontekście, że w szkołach publicznych i w większości szkół alternatywnych również jest przymus. Przymus, czyli dziecko musi się uczyć, musi brać udział w konkretnych zajęciach czy lekcjach, nawet jeżeli te lekcje są bardzo kreatywne, fajne i niestandardowe, to jednak przymus to przymus. Z mojej perspektywy, ucząc się od wielu lat tego, jak funkcjonuje ludzki umysł w kontekście procesów psychoterapii i jak wygląda proces leczenia psychologicznego, ale też skąd się biorą traumy, samo zdjęcie tego przymusu, czyli moment, w którym dziecko dostaje wolność wyboru, to jest, powiedziałbym, taki game changer, czyli coś, co bardzo dużo zmienia w kontekście tego, jak się kształtuje psychika dziecka.
Oczywiście też tutaj zaznaczę, że wolność wyboru dla dzieci w kontekście tego, co robią w szkole, nie dla wszystkich dzieci będzie dobra. W takim sensie, że są dzieci na przykład neuroróżnorodne, dla których zbyt duża ilość opcji wyboru jest paraliżująca i potrzebują wsparcia dorosłego. Też to jest kwestia zależna od wieku. Młode dzieci mogą nie być gotowe podejmować pewne decyzje i potrzebują wsparcia dorosłego, natomiast to kadra w szkole demokratycznej jak najbardziej bierze pod uwagę i w pewnym sensie wspiera te dzieci w tym, żeby coraz więcej wyborów było dokonywane przez dzieci.
Sama ta zmiana z przymusu na brak przymusu robi ogromną, naprawdę ogromną różnicę do tego, Dziecko nagle uwalnia się od kierowania sobą na bazie tego, co inni mu każą robić i zaczyna rozważać swoje poczynania na bazie tego, co ono chce. Oczywiście jest to trudne, jeżeli dzieci przychodzą do szkoły demokratycznej z publicznej, ponieważ tam są nauczone podążania za rozkazami. Natomiast w szkole demokratycznej nagle okazuje się, że mogą zdecydować, co mają sobą zrobić i potrzebują takiego procesu trochę takiego detoksu, który jest opisywany często w książkach na temat szkół demokratycznych, że dzieci przez jakiś czas nie wiedzą, jak sobie z tą wolnością poradzić i na przykład non-stop się tylko bawią. Ale jak już się do tego nauczą, że faktycznie tak jest, że mogą podejmować wybory, to nagle zaczynają nawiązywać kontakt z tym, co jest w środku, z tym, co ja chcę, z tym, czego ja potrzebuję, jaki jest mój głos intuicji, co mnie ciekawi, co mnie interesuje. I zaczynają naturalnie eksplorować świat na bazie właśnie tej własnej motywacji wewnętrznej, która wcześniej była zupełnie niedostępna.
I ta nauka wygląda zupełnie inaczej niż w szkole publicznej, ponieważ najczęściej jest tak, że dziecko nie uczy się po godzinie dziennie z kilku różnych przedmiotów, tylko na przykład na cały dzień, albo na cały tydzień, albo nawet na cały miesiąc ma pełną imersję, takie zanurzenie w jakimś temacie, na przykład uczy się o dinozaurach. I w ramach tej nauki o dinozaurach uczy się w pewnym sensie różnych kompetencji, różnych przedmiotów, bo dotyka tematu z różnych stron. Na przykład zafascynowało się drzewami, więc uczy się biologii, uczy się przy tym matematyki, jest w naturze, pracuje z grupą, więc uczy się współpracy i iluś różnych innych rzeczy uczy się przy jednym temacie, który dziecko interesuje. I ta nauka działa zupełnie inaczej. Często dorośli boją się tego typu edukacji, bo co, jak dziecko będzie się cały czas bawić? Natomiast prawda jest taka, co też neurobiolodzy mocno podkreślają, że tak naprawdę w zabawie mózg uczy się najbardziej. Więc niestety jako społeczeństwo nadal jesteśmy wbici w taki system, że trzeba się uczyć tak tradycyjnie.
Ta moja wizja dobrej edukacji to jest edukacja demokratyczna i to, co ja bym chciał wnieść do tego modelu, to jest taki szczególny nacisk na stworzenie przestrzeni, która jest bezpieczna emocjonalnie. Czyli taka pełna akceptacji, szacunku, zaufania i dobrych relacji. To wymaga kadry, która nie tylko jest przeszkolona, ale też jest gotowa pracować ze swoimi własnymi emocjami i dobrze znać i rozumieć samego siebie. Chodzi o to, żeby stworzyć taką przestrzeń dla dzieci, w której te dzieci doświadczają takiej wolności do bycia sobą. To znaczy nie są non-stop oceniane z perspektywy dorosłego, który wie lepiej albo wie, co to dziecko powinno robić. tylko są w kontakcie z dorosłymi, którzy mają zaufanie do głębokiej mądrości dzieci. Takiej mądrości, która płynie z ich natury, nie z intelektu czy wiedzy, ale z tego, że dzieci jak pozwolą sobie podążać ze swoją ciekawością, to nie potrzebują dorosłego, który powie im, czego mają się uczyć. Te dzieci będą naturalnie, tak jak André Stern, który nigdy nie chodził do szkoły, będą podążać za tą swoją ciekawością. Być może przez miesiąc będą uczyć się mechaniki samochodowej, potem przez miesiąc o dinozaurach, a potem przez miesiąc grać na instrumentach, ale każdy z tych dni naturalnej nauki to jest jak złoto, ponieważ jest na silnej fali wewnętrznej, naturalnej motywacji, a nie na przymusie, który sprawia, że dzieci 80% zapominają, co wydaje mi się dosyć optymistyczne, że to jest tyle. W każdym razie chodzi o taką przestrzeń, gdzie dzieci czują się akceptowane, widziane, ważne. Dzięki temu budują się jego takie fundamenty poczucia własnej wartości, empatii, umiejętności współpracy. I to będzie miało pozytywny wpływ później na całe jego życie i rozwój osobowości.
Dużo ważnych rzeczy tutaj padło i rzeczywiście myślę, że w szkołach demokratycznych dzieci podejmują decyzje i są wolne, biorą też za siebie odpowiedzialność i jest częsta obawa rodziców o to, tak jak zaznaczyłeś, że dzieci zaczną nienawidzić niczego robić. To może jeżeli kogoś interesuje bardziej to, jak wyglądają szkoły demokratyczne, to nagraliśmy rozmowę z Marianną Kłosińską, która też była gościem na konferencji świadomej edukacji, którą zorganizowałeś. Ona wtedy, to była stricte temu poświęcona rozmowa, więc zainteresowanych odsyłam, link będzie w opisie. No i też ten temat zabawy, który poruszyłeś. tego, że my, wydaje mi się, często też źle zabawę rozumiemy, bo ona rzeczywiście jest najlepszym narzędziem do uczenia się, ale nie rozumujemy jej jako aktywność na czas wolny. Często jak myślimy o tym, że dzieci będą się tylko bawić, to wyobrażamy sobie, że będą tylko grać w gry komputerowe albo spędzać czas przed smartfonem. Zabawa jest głęboko poważną aktywnością dziecka i może pomóc nauczyć się wszystkiego. I Szkoła Demokratyczna rzeczywiście daje na to przestrzeń. Więc może skupmy się na tym, co zaznaczyłeś, wprowadzaniu do tego modelu narzędzi terapeutycznych, bo to jest coś, co jest takie unikalne dla projektu, który chcesz stworzyć.
Pewnie, pewnie. Przede wszystkim dla mnie jest ważne jako osoby, która taki projekt chce stworzyć w pierwszej kolejności, kadra, o której wspomniałeś i też o ważności posiadania wykwalifikowanej kadry. To, co dla mnie jest na pierwszym planie, to to, żeby szkoła, a co za tym stoi to kadra, była wrażliwa na traumę. To jest takie polskie wyrażenie, moje tłumaczenie z angielskiego trauma informed, doinformowane przez traumę, czy z takim zrozumieniem traumy. Chodzi o to, że dla mnie ważne jest to, żeby kadra była wrażliwa na występowanie traumy u dzieci, ponieważ dzieci często noszą w sobie bardzo różne historie. I tych historii nie zawsze widać na pierwszy rzut oka. Ja kiedyś byłem przekonany, wiele lat temu, że to szkoła jest głównym problemem, jeżeli chodzi o to, jak później dzieci dorastają i z jakimi ciężarami rosną, i jakie mają traumy i historie. I co za tym idzie, jakiego rodzaju zachowania, nawyki, uzależnienia itd. reprezentują sobą. Natomiast w tej chwili myślę, że jednak to, co się dzieje w tych pierwszych 6 czy 7 latach życia dziecka, czyli w domu rodzinnym, ma znacznie większy wpływ niż to, co się dzieje później w szkole. Dlatego między innymi, że to są te pierwsze 6 czy 7 lat, gdzie jednak ten mózg się najbardziej kształtuje. Oczywiście w szkole takiej, jaką powszechnie mamy, publicznej, również dzieje się dużo złego i też psychologicznie jest często szkodliwe dla dzieci, chociaż to też zależy od tego, jacy ludzie są w tej szkole, bo sam model nie świadczy o wszystkim, czy nie decyduje o wszystkim. Natomiast dzieci przychodzą do tej szkoły i noszą w sobie różne historie. I te historie nie zawsze widać na pierwszy rzut oka. Nie zawsze od razu wiadomo, z czym to dziecko przychodzi. Też to dziecko nie zawsze będzie o tym mówić, a najczęściej nie będzie. a to wpływa w ogromny sposób na to, jak one się uczą i jak nawiązują relacje z innymi.
Więc dla mnie jest ważne to, żeby kadra była uwrażliwiona na te doświadczenia trudne i traumatyczne, to znaczy, żeby spędzając czas z dziećmi, wiedziała, jakich sygnałów szukać lub jakie sygnały świadczą o tym, że to dziecko na przykład potrzebuje wsparcia. I teraz drugą rzecz, którą powiem, to to, że w tej szkole potencjalnie, jak ona powstanie, będą narzędzia terapeutyczne, to nie znaczy, że w tej szkole będzie terapia. Nie, bo szkoła to nie jest terapia. Edukacja to nie jest terapia. Są dwie różne rzeczy i inspirować się czy czerpać narzędzi terapeutycznych to jest zupełnie coś innego niż w szkole robić terapię. Tego ja nie planuję i uważam, że to nie jest dobry pomysł. Natomiast kadra, która rozumie neuropsychologię traumy i rozumie też, jakie są symptomy traumy u dzieci, będzie potrafiła wspierać te dzieci. Po pierwsze poprzez rozmowę z rodzicami i zasugerowanie jakiegoś wsparcia psychologicznego lub psychoterapeutycznego dla dziecka, jeżeli to jest konieczne. A być może po prostu poprzez samą świadomość tego, że to dziecko może mieć jakieś ciężary, które nosi z przeszłości. Sama ta świadomość pomoże tej kadrze w odpowiedni sposób reagować na pewne zachowania tego dziecka lub jakoś go wspierać emocjonalnie. Pewnie też ułatwi trzymanie przestrzeni dla pewnych emocji tego dziecka. To jest dla mnie taka baza, taki fundament.
Jeżeli chodzi o jakieś konkretne narzędzia, to na pewno sposób, w jaki dorośli są z dziećmi, czyli słuchanie bez oceny, z założenia akceptowania doświadczenia drugiej osoby. Chodzi o to, żeby dorosły nie próbował dyskutować z tym doświadczeniem, czy wmawiać mu, że to jest złe, że dziecko coś takiego czuje, albo że to jest nieadekwatne. Ponieważ w świecie dziecka, jeżeli to dziecko czuje się smutne, to to jest jak najbardziej adekwatne doświadczenie i ma pełne prawo czuć się smutne, nawet jeżeli z punktu widzenia dorosłego, to jest bez sensu, że w takiej sytuacji to dziecko czuje się smutne. Po drugie komunikacja bez przemocy, zainspirowana porozumieniem bez przemocy. System wewnętrznej rodziny, czyli IFS, jest tutaj też językiem części, czyli zwracanie uwagi, czy rozmawianie z dziećmi, traktując pewne emocje jako kawałki nas, jako części naszej osobowości, które warto poznać lepiej, do których warto mieć ciekawość. I tak naprawdę w tym kontekście kadra nie musi stosować żadnych konkretnych narzędzi jako takich, jak sama się z tych narzędzi przeszkoli i będzie ich używać do swojej własnej pracy, to później w pracy z dziećmi te narzędzia się przydają w takim sensie, że na przykład jeżeli dziecko wpada w złość i zaczyna coś rozwalać, to można było sobie wyobrazić, że naturalną reakcją dorosłego mogłyby być chęci zatrzymania tej złości, być może skrytykowania jej, być może ukarania tego dziecka. Natomiast w tej perspektywy, o której ja mówię, jest ważne, żeby dorosły był ciekawy względem tej złości. Ponieważ za nią coś stoi, to nie jest tak, że to zachowanie po prostu pojawia się znikąd. Ono z czegoś wypływa. Tam być może jest jakieś poczucie niezrozumienia, jakieś potrzeby, które są niezaakceptowane. Być może jakaś potrzeba bycia zauważonym itd. Tam może być mnóstwo różnych rzeczy. Jeżeli my w ogóle nie będziemy wobec tych rzeczy ciekawi, to po prostu ocenimy z góry to szkodliwe zachowanie na powierzchni, i stracimy szansę, żeby to dziecko faktycznie było naprawdę zauważone przez dorosłego i być może stracimy szansę, żeby mu faktycznie pomóc. bo próbami kontrolowania złości raczej nie wniesiemy nic w życie tego dziecka. Wręcz możemy tylko pogłębić problem i im bardziej ta część tego dziecka, która czuje złość i która potrzebuje coś zniszczyć, będzie hamowana i blokowana, tym bardziej ona może mieć potrzebę przebić się przez tą blokadę, żeby być zauważona.
Więc to jest kilka takich rzeczy, które na pewno mogą mieć znaczenie. W kontekście jakichś takich bardzo praktycznych rzeczy, to dla mnie osobiście bardzo ważna jest praca z ciałem, angażowanie ciała w szkole. To mogą być łagodne ćwiczenia inspirowane terapią ciałem, na przykład terapią Alexandra Lowena. Na przykład ćwiczenie na wchodzenie w konkretne emocje i pokazywanie ich w ciele. Przykładowo w szkole zamieniamy się wszyscy w lwy i chodzimy po budynku, rycząc głośno, nawiązując kontakt ze skumulowaną w nas złością i jakoś bezpiecznie ją uwalniając. Albo każde dziecko wybiera sobie jakieś zwierzę i mówi, jak to zwierzę się teraz czuje, i potem pokazuje to całym ciałem i tak dalej i tak dalej. Mogą być jakieś praktyki, które wspierają nasz układ nerwowy, które regulują nasz układ nerwowy. Tak jak na przykład taniec spontaniczny bez choreografii, dyskotekę, i dzieci wybierają muzykę i po prostu tańczą sobie przez dwie godziny, angażując swoje ciało. I tam się tak dużo dzieje w trakcie tańca, to teraz neurobiologia pokazuje, tam się tak dużo dobrego dzieje dla całej psychofizyki ciała, że jak myślę o tym, że dzieci w szkołach publicznych są zmuszone do siedzenia przez tyle godzin dziennie, to to jest zbrodnia na ciele. A co zatem idzie też na umyśle, nie ma zdrowego umysłu w ciele, które jest zblokowane. Terapia naturą, jakieś proste ćwiczenia związane z uważnością czy medytacją, które mogą też rozwijać koncentrację dziecka i kontakt ze sobą. Tego jest naprawdę dużo. Oczywiście nie wszystko da się wcisnąć i nie chodzi o to, żeby wciskać. Chodzi bardziej o to, żeby dawać dzieciom jakieś różne doświadczenia, żeby też zobaczyć z czym one zarezonują i to są takie różne inspiracje ze świata psychoterapii, czy ze świata pracy z ciałem, które mogą sprawić, że dzieci będą się tak rozwijać całościowo, kompletnie, a nie tylko bardzo intelektualnie w takim bardzo wąskim kontekście tego, jak funkcjonuje ciało i umysł człowieka.
Czyli to włączenie narzędzi terapeutycznych do edukacji odczytuję tutaj w takich dwóch obszarach. Pierwszy to jest kadra i uwrażliwienie kadry na to i wyszkolenie jej w taki sposób, żeby ludzie, którzy przebywają z dziećmi i którzy towarzyszą dzieciom, byli w stanie reagować w odpowiedni sposób na potrzeby dziecka. A drugi obszar to jest aktywności, które dziecko podejmuje samo. I to są te kilka przykładów, które podałeś: kontakt z ciałem, kontakt z naturą. Jak sobie wyobrażasz to w kontekście szkół demokratycznych? Bo tutaj musimy mieć otwartość na to, że niektóre dzieci nie będą chciały brać w tym udziału, prawda?
Tak, tak, tak. Jak najbardziej słuszna uwaga. Tak, to znaczy szkoła demokratyczna to też jest taki koncept, który może funkcjonować na bardzo wiele różnych sposobów. Na przykład jest, po jednym ekstremum, model szkoły Sudbury, który tą wolność bierze w tak bardzo dosłowny sposób, że nawet sugerowanie czy proponowanie dzieciom aktywności tam nie za bardzo wchodzi w grę. To znaczy dzieci mają kompletną wolność, wszystko, co się dzieje w szkole, wychodzi od dzieci i od ich inicjatywy i chęci. Są szkoły demokratyczne, które mają bardzo konkretną strukturę, gdzie na przykład raz na semestr czy raz na miesiąc wspólnie z dziećmi wybiera się, co się potem będzie działo i potem te zajęcia się tam odbywają. Ja myślę, że to jest kwestia znalezienia złotego środka pomiędzy brakiem struktury a strukturą i pomiędzy tym, że dorośli się bardziej angażują, a mniej lub w ogóle. W mojej wizji szkoły demokratycznej dorośli mogą lub to jest jak najbardziej pożądane, żeby dorośli inicjowali pewne aktywności. Czyli na przykład pewnego dnia w szkole ja mógłbym przyjść rano i powiedzieć: „Dzisiaj przyniosłem bębny do szkoły. Chciałbym zrobić krąg bębniarski. Będziemy uderzać w bębny, wchodzić w inny stan świadomości, wychodzić z naszej głowy i będziemy czuli wibracje bębnów i będziemy obserwować, jakie emocje to w nas wywołuje. I zapraszam na godzinę trzynastą, jeżeli ktoś ma ochotę, to widzimy się w jakiejś tam sali.”
I teraz tak, mogłoby być tak, że nigdy by na to nie przyszedł. I to jest mój temat do tego, żeby sobie z tym poradzić, albo zaakceptować po prostu, że tak jest i to jest okej. I może jeżeli zależy mi na tym, żeby dzieci czegoś doświadczyły, co ja uważam za fajne i ważne, to może to w inny sposób mogę zaaranżować, żeby ich tym zainteresować. A może to jest po prostu okej, że mają to gdzieś i jeżeli mi z tym źle, to ja sobie z tym muszę poradzić, a nie one. Więc myślę, że w tej mojej wizji Szkoły Demokratycznej to jest tak, że dorośli inicjują jakieś pomysły jako opcjonalne aktywności, na które dzieci mogą się zjawić, ale nie muszą. Jeżeli się nie zjawiają, to jest to w pełni okej i akceptowane i to jest ich wybór.
Wcześniej, mówiąc o tych narzędziach terapeutycznych, napomknąłeś o IFS, o Internal Family System. Nie wiem, czy to możliwe, żebyś w kilku słowach powiedział, na czym to polega, bo jeżeli dobrze się orientuję, to to jest teraz główny obszar twojego działania, organizowanie warsztatów i szkoleń z tego obszaru. W pierwszej chwili Internal Family System może kojarzyć się z czymś skierowanym do rodzin, ale chodzi tutaj o coś zupełnie innego. Czy możesz powiedzieć krótko, na czym to polega i w jaki sposób może nam pomagać właśnie w świecie edukacji i szkół?
Pewnie, pewnie. Dzięki za to pytanie. Wiesz co, tak, ja może jeszcze zaznaczę też na początku, bo to się często niektórym osobom myli, że Internal Family Systems, czyli system wewnętrznej rodziny nie ma nic wspólnego z ustawieniami systemowymi rodzinnymi. Zbieżność nazw czasami sprawia, że niektórzy to z tym kojarzą. Tutaj też nie chodzi o kontekst terapii rodzinnej, tylko o kontekst terapii indywidualnej, w której zakładamy, że w naszej psychice istnieją tak zwane subosobowości, czyli takie części naszej osobowości. Można byłoby w taki bardzo przystępny i potoczny sposób wymienić kilka takich części, które powszechnie u nas występują, jak na przykład wewnętrzny krytyk, wewnętrzne dziecko, perfekcjonista, jakaś taka zalękniona część. Różne części u różnych osób są częściami takimi bardziej lub mniej dominującymi. Są osoby, które są na przykład bardzo racjonalne, bardzo konkretne, bardzo logiczne. Są osoby, które są bardzo intuicyjne. Są osoby, które żyją w takiej dominacji wewnętrznego strachu, lęku. Są osoby, które mają w sobie mnóstwo ciepła i życzliwości. I rozumiemy to w taki sposób, że każdy z nas ma w sobie taką wewnętrzną rodzinę tych części.
Czy to jest trochę tak, jak zostało to pokazane w bajce, w filmie „W głowie się nie mieści”?
Tak, to jest bardzo trafne przedstawienie tego. Ta bajka była też tworzona przy współpracy z neuropsychologami, którzy jak najbardziej rozumieją to, w jaki sposób działają emocje. I rzeczywiście te emocje są tak jakby spersonifikowane, każda z tych emocji ma swoją własną osobowość i trochę to pokazuje, że te emocje, te części nas, są takimi wielowymiarowymi bytami, nie są po prostu jakimiś takimi pustymi kawałkami naszej psychiki. Ale my w pewnym sensie też w tym procesie terapeutycznym możemy nawiązać dialog czy kontakt z tymi częściami nas. Poprzez zamknięcie oczu, wczucie się w naszym ciele, na przykład wczucie tego lęku, możemy zobaczyć jakiś kształt czy jakąś postać w wyobraźni, możemy zacząć kierować pytania do tej części nas i tak się jakoś dzieje, co może brzmieć dziwnie na początku, jeżeli się tego nie doświadczyło, dostajemy odpowiedzi od tych części nas i możemy mieć dialog, gdzie możemy zacząć lepiej rozumieć, z czego wynika ta złość. Na przykład, że ta złość okazuje się, że chroni jakąś tam inną część zalęknioną i poprzez tą złość odsuwamy się od tego lęku, którego nie chcemy czuć. Te części są ze sobą w różnych relacjach, w różnych takich konstelacjach i my poprzez tę terapię zaczynamy lepiej widzieć mapę tych części i możemy docierać do tych części, które są schowane głęboko pod powierzchnią świadomości. Części, które noszą ciężary emocjonalne, traumy itd. Tam również mamy taki specjalny protokół do uwalniania tych części od tych różnych ciężarów emocjonalnych.
Więc tak powiedzmy w skrócie dużym. Jeżeli chodzi o kontekst edukacji, to dzieci bardzo łatwo łapią ten język części, ponieważ dla nich to jest jakieś takie naturalne, żeby sobie jakąś emocję wyobrazić jako jakiś kształt, jakiś, nie wiem, smok, wilk, cokolwiek i często jest tak, że one rzeczywiście to szybko łapią. Też to, co jest pomocne w kontekście pracy z dziećmi, to jest coś, co się czasami używa w pracy z dorosłymi, ale powiedzmy nieczęsto, to na przykład jakieś figurki i powiedzmy, że dziecko przychodzi do terapeuty z jakimś dużym lękiem i może sobie wybrać jakąś figurkę, która ten lęk przedstawia. To jest tak zwana eksternalizacja i wtedy tą figurkę widzi fizycznie i może na przykład spróbować z nią porozmawiać. W kontekście edukacji, no to tutaj dla mnie przede wszystkim ważny jest ten kontekst dorosłego, który w takim języku mówi, to rozumie i też tak traktuje emocje dziecka. Nie chodzi tutaj o to, żeby powiedzmy dzieci uczyć tego modelu w jakiś sposób, ale może bardziej, żeby zaprosić je do widzenia swoich części w podobny sposób. Dlatego, że dzieci czasami mają takie coś, że jeżeli nauczyciel jakąś tam ocenę skieruje w kierunku dziecka, że jesteś leniwy na przykład, no to dzieci mają tendencję do umieszczania tej oceny, traktowania jako swojej tożsamości. “Ja jestem leniwy”, czyli “ja równa się leniwy”. A w tym modelu staramy się patrzeć na siebie jako na zbiorowisko różnych części i widzimy to tak, że “ok, być może mam w sobie taką część, która jest leniwa.” “Ale to nie znaczy, że cały ja taki jestem. Być może mam też część, która jest pracowita i ona czasami też jest aktywna i też robi pewne rzeczy.” “Być może mam część, która jest zalękniona i ona czasami się lęka, ale też mam część, która jest odważna i czasami pewne rzeczy robię z odwagą.” I to jest takie bardziej kompletne spojrzenie na naszą osobowość, które pozwala w szkole funkcjonować lepiej w kontekście poczucia własnej wartości, samooceny, poznawania siebie, takiej ciekawości do swojego świata wewnętrznego, żeby nie poprzestawać na tym, że ktoś coś o mnie powie, albo ja sam o sobie coś myślę i mam jakąś łatkę, że jestem jakiś i do tego się ograniczam w myśleniu o samym sobie.
Okej, chcę jeszcze porozmawiać z Tobą o tym, jak towarzyszyć dzieciom w przeżywaniu trudnych emocji. Trochę o tym dzisiaj już było, to znaczy w tym, co powiedziałeś o kadrze w szkole, którą sobie zaplanowałeś i o tym, w jaki sposób korzystać z tego, co wnosi psychoterapia w szkołach, dużo dotyczyło różnego rodzaju emocji, jakie dzieci przeżywają. Powiedzieliśmy też w czasie tej rozmowy o konferencji Świadomie Edukacji, która miała miejsce już 9 lat temu, 2016 rok. Natomiast zbliża się konferencja „Chłopiec-Ojciec-Wychowawca”, w której weźmiesz udział, które nasze wydawnictwo współorganizuje, a ty także współtworzysz jako prelegent i tam poprowadzisz warsztaty właśnie o tym, jak towarzyszyć dzieciom w radzeniu sobie, w przeżywaniu trudnych emocji. To powiedz trochę więcej, na czym chcesz tutaj się skupić i jak możemy dzieciom towarzyszyć i w szkołach i w domach jako rodzice.
Ja myślę, że wróciłbym do tego, od czego zaczęliśmy rozmowę, czyli do tej konieczności pracy nad sobą. Ja tego doświadczam bardzo dosadnie w relacji z moimi dwoma córkami, pięciolatką i dwulatką, gdzie pięciolatka wchodzi w taki czas, gdzie często robi rzeczy, na które ja jej nie pozwalam, które na przykład zagrażają jej bezpieczeństwu. I pomimo tego, że wielokrotnie o czymś jej mówię, w momencie, kiedy sam jestem już na przykład bardzo przemęczony, ona mimo tego to robi i ja czuję na przykład bardzo silny przypływ złości i taką chęć, żeby ją chwycić po prostu i powiedzieć, że absolutnie nie może tego robić, nakrzyczeć na nią. I to jest bardzo silny impuls, który na przykład ja personalnie czuję, że jest takim moim trochę spadkiem po moim dzieciństwie i po moim tacie. I to jest coś, co ja teraz coraz bardziej dosadnie widzę, że ja albo się temu przyjrzę na swojej własnej terapii, albo to przepracuję i będę z tym pracował, albo będzie to miało znaczący wpływ i na moją relację z moją córką, i na nią też w kontekście jej emocji, jej osobowości.
Dla mnie to tworzenie przestrzeni na emocje dzieci to jest przede wszystkim taka konieczność pracy nad sobą. I to jest ciekawe, ponieważ w relacji z dziećmi z czasem pojawiają się coraz to nowe rzeczy we mnie, które ja zauważam, że mam, o których nawet nie byłem świadom, ponieważ dziecko przechodzi okresy rozwoju, różne zachowania mnie aktywują wewnętrznie i choć jest to bardzo trudne, to też można zobaczyć z takiej perspektywy, że te moje dzieci mi w jakiś sposób pokazują te kawałki mnie, gdzie ja potrzebuję jeszcze sobie coś przepracować. W kontekście utrzymania przestrzeni dla emocji dzieci, dla mnie to jest głównie o tym, żeby mieć taką zdolność, żeby pozostać w tej przestrzeni w sobie, która jest taka zbalansowana, spokojna, niewzburzona, ale w takim wewnętrznym spokoju, gdy dziecko jest pod wpływem silnych emocji. Ponieważ wtedy dziecko doświadcza tak zwanej koregulacji i to co się dzieje w jego układzie nerwowym to jest to, że ono uczy się regulować swoje emocje w kontakcie z dorosłym. Dziecko samo w sobie nie ma zdolności do autoregulacji, do tego żeby te trudne emocje regulować. Jeżeli nie ma dorosłego, w ogóle to jest dramatyczne przeżycie, natomiast jeżeli jest dorosły, który jest wzburzony, który próbuje hamować zachowania, który się złości itd., to dziecko nie nauczy się w ten sposób regulować swoich emocji, bo nie ma od kogo, ponieważ nie ma tego modelu rodzica, który jest wyregulowany.
Dlatego najlepszym prezentem, który mogę dać moim dzieciom, gdy one są w trudnych emocjach, to jestem ja w stanie spokoju, w stanie zakorzenienia w jakiejś takiej stabilności emocjonalnej, w takiej przestrzeni, gdzie mogę głęboko oddychać, gdzie mogę być z nimi, pomimo tej burzy, która się u nich dzieje, ja mogę tą burzę utulić, mogę przy tym oddychać, mogę być spokojny i mogę być spokojny tak długo, jak ta burza trwa, bo nawet jeżeli ona trwa 20 minut, to właśnie chodzi o to, żeby cały te 20 minut być spokojnym. I to jest cholernie trudne i dla wielu rodziców wręcz niemożliwe i dla mnie czasami też niemożliwe. I to nie chodzi o to, żeby zawsze takie być, bo to jest nierealne. Ale jest to jakiegoś rodzaju dążenie dla dorosłego czy dla rodzica, które staje się możliwe coraz bardziej w miarę pracy nad sobą. To jest jedyna droga. Nie ma żadnych technik na to, żeby sobie lepiej radzić z emocjami dzieci. Jeżeli w nas to budzi ogień i burzę i my się wkurzamy albo czujemy różne inne emocje w obliczu emocji dzieci, to jedyne co możemy zrobić to się temu przyjrzeć najlepiej na terapii albo w jakikolwiek inny sposób, jeżeli mamy inne skuteczne sposoby na pracę nad sobą. Po to, żeby następnym razem móc być z dzieckiem już właśnie tworząc za niego tą przestrzeń, ten kontener, w którym to dziecko może te emocje może w nich być, może je czuć tak, jak potrzebuje, bez doświadczenia, że ktoś uważa, że to jest złe, bez tego, że ktoś to hamuje. I z czasem wyregulować się przy kimś, kto już jest wyregulowany. I w ten sposób dzieci uczą się regulowania swoich emocji.
Myślę, że to, o czym powiedziałeś, że różne trudne emocje naszych dzieci budzą także w nas trudne emocje. Wydaje mi się, że to dotyczy każdego, jeśli nie większości z nas. Neurobiologia tutaj znowu trochę przychodzi nam z pomocą, mówiąc o neuronach lustrzanych. Kiedy widzimy, że ktoś się intensywnie śmieje, to chce nam się śmiać, a jak widzimy, że płacze, to jest nam smutno, a jak widzimy, że się złości, to w nas to też budzi złość. Więc takie gwałtowne reakcje na przykład na złość dziecka, bo chyba to jest jedna z takich trudniejszych, wydaje mi się, dla rodziców i dla opiekunów sytuacji, kiedy dziecko przeżywa silną złość i jeszcze jeżeli wyładowuje ją na otoczeniu, no to to jest coś, gdzie wydaje mi się, że ta nasza pierwsza reakcja też potrafi być gwałtowna. Z tego, co powiedziałeś, to tutaj raczej nie mamy drogi na skróty. To znaczy jedyne, co możemy zrobić, to przepracować to rzeczywiście samemu. Dać sobie czas na to, że ten proces będzie trwał i potraktować to, tak jak powiedziałeś, jako dążenie, a nie jako jakiś idealny stan, który kiedyś osiągniemy i już wtedy wszystko będzie dobrze.
Tak, tak, zgadzam się z tym w pełni. Wydaje mi się, że to jest rzeczywiście bardzo cenne też taka myśl, żeby starać się to wdrażać także w szkołach.
To znaczy, to jest duża część rzeczywiście doświadczeń dzieci. Wiele dzieci w szkołach doświadcza trudnych rzeczy i to, żebyśmy potrafili im towarzyszyć w odpowiedni sposób, no to może tutaj mieć zbawienne rezultaty. I myślę, że w tych wszystkich naszych rozmowach o programach nauczania i o tym, co dzieci powinny w przyszłości wiedzieć i potrafić, no to to, o czym mówisz, powinno się znaleźć gdzieś w priorytetach. Bo ten zestaw takich technicznych kompetencji, on się może bardzo zmienić, ale to, żebyśmy dobrze byli świadomi sami siebie i potrafili sobie ze swoimi emocjami radzić, no to będzie nam potrzebne, niezależnie od tego, w którym kierunku zmieni się świat.
Ja bym dodał, że to co wydaje mi się być bardzo ważne, to żeby dorośli w szkołach poświęcali dużo uwagi właśnie na przyglądaniu się sobie i swoim emocjom, dlatego że pewnie mamy ograniczone możliwości w zmianie tego, jak działa system edukacji. Wydaje mi się dlatego, że są osoby gdzieś tam u władzy, którym zależy na tym, żeby za dużo z tym nie zmieniać. Wiele ze zmian, które są wdrażane w ostatnich latach, są zmianami bardzo pozornymi, które w mojej ocenie są robione po to, żeby było widać, że coś się tam zmienia. Natomiast core tego, czy ten cały trzon tego, czym jest edukacja publiczna, pozostaje niezmieniony. Więc w tej ograniczonej możliwości wpłynięcia na system, to gdzie mamy najwięcej wpływu, to jest każdy nauczyciel na samego siebie. Wierzę, że nawet w najzwyklejszych szkołach publicznych jest możliwość robienia dobrej edukacji, jeżeli są tam odpowiedni ludzie na odpowiednim miejscu. Jeżeli są nauczyciele, którzy mają dobre i otwarte serce na dzieci i mają dużo cierpliwości i gotowość do pracy nad sobą, to nawet w tym bardzo oziębłym, opresyjnym systemie edukacji jest szansa, żeby zrobić dobrą edukację, ponieważ generalnie nauczyciele, wbrew pozorom, mają dużo wolności na przykład w tym, jak oceniają dzieci w szkole, w jaki sposób stosują w ogóle oceny, jaką wagę do nich przykładają, jak oceniają poszczególne osoby, w jaki sposób korzystają ze sprawdzianów, czy egzaminów, czy kartkówek. Jak w ogóle przebiega realizacja programu i tak dalej. I tam tej wolności jest więcej niż często się wielu osobom wydaje, bo bardzo często nauczyciele podążają za jakimś sposobem realizacji programu, czy za pewnymi przyjętymi sposobami oceniania, ale okazuje się, że tej wolności jest więcej. Nauczyciel ma gotowość, żeby zrobić coś inaczej i ma gotowość, żeby przyjrzeć sobie i pracować nad sobą, żeby być przy dzieciach, no to jest to możliwe. Oczywiście jest to cholernie trudne, gdy klasa jest duża, gdy jest całe mnóstwo tych systemowych utrudniaczy, natomiast wydaje mi się, że to jest taka pierwsza rzecz, którą możemy zrobić, czyli zadbanie o samego siebie, a w miarę możliwości też byłoby super, gdyby się pojawiało coraz więcej takich okazji do szkolenia kadry, które są powszechnie dostępne dla kadry, żeby kadra mogła się szkolić.
To prawda, że system edukacji w Polsce pozwala na wiele i mamy stosunkowo dużo swobody. Natomiast jest tutaj wiele czynników, które wpływają na to, że stan rzeczy wygląda tak, jak wygląda. Kilka z nich wymieniłeś. To rzeczywiście są te. Ja myślę, że w szkołach jest wielu nauczycieli, którzy naprawdę chcą wykonywać dobrą pracę, a oni także są dociskani przez wymagania programowe, przez ludzi, z którymi pracują, czasem przez swoich dyrektorów, a jeżeli dyrektor jest otwarty, to czasem niecała kadra jest… A jeżeli kadra i dyrektor są otwarci, to potem okazuje się, że rodzice wcale nie są tak bardzo chętni do wdrażania nowych rzeczy, jak by się mogło wydawać. Myślę, że też dużym kawałkiem jest to, co powiedziałeś: Żebyśmy byli w stanie dobrze towarzyszyć dzieciom w przeżywaniu emocji, to powinniśmy zadbać najpierw o własne. Dobrze by było, żeby kadra miała szansę być wypoczęta i sama wolna od przynajmniej jakichś takich dużych stresów. A to często nie jest możliwe. Natomiast taką myślą dodającą otuchy, która tu padła z twoich ust, to jest właśnie to, że to jest proces i że nawet jeżeli nie stworzymy idealnej szkoły, ale jeśli zrobimy jakiś mały krok, jeżeli będziemy się starali, będąc zaangażowani, będąc osobami, które mają kontakt z dziećmi, zrobić coś więcej, postarać się choć trochę bardziej zadbać właśnie o te nasze potrzeby emocjonalne, to wydaje mi się, że już może się zmienić wiele. Więc jak najbardziej trzymam kciuki za Twoją misję zmiany i za Twoją misję tego, żeby w szkołach więcej było ludzi, którzy potrafią dobrze towarzyszyć dzieciom w przeżywaniu emocji i żeby każdy z nas zrobił choć kilka kroczków w tym kierunku. Także dla siebie samych. Także serdeczne dzięki. Chcę jeszcze zaprosić na warsztaty z tobą podczas konferencji. Konferencja „Chłopiec-Ojciec-Wychowawca” odbędzie się 20 września w Poznaniu. Jeżeli ktoś z was chce dołączyć, to bardzo zapraszamy. Będzie André Stern, kolejny raz. Będzie profesor Wojciech Glac, neurobiolog, który opowie nam o tym właśnie trochę z punktu widzenia nauki. A rozmówca poprowadzi warsztaty właśnie o tym, jak towarzyszyć dzieciom w radzeniu sobie z trudnymi emocjami i myślę, że to pewnie trzeba potraktować jako takie pierwsze kroki, jako taki zaczątek tego, co możemy dalej robić.
Będziemy rozmawiać o tym, co się dzieje w nas, gdy dzieci są w trudnych emocjach i w jaki sposób im towarzyszyć w tym, żeby one mogły uczyć się koregulować. Żeby mogły uczyć się regulować dzięki nam. Jest dużo różnych sposobów praktycznych, więc trochę sobie o tym pogadamy, pewnie próbujmy jakieś ćwiczenia. Bardzo mi się podoba idea tej konferencji, ta tematyka, takie wspieranie ojców, gdzie mam wrażenie, że w Polsce mężczyźni zaczynają odnajdywać swoje przestrzenie, swoją moc, też taką gotowość do tego, żeby być wrażliwym i żeby zaglądać w siebie, więc myślę, że to jest bardzo potrzebne wydarzenie.
Cieszę się, że to mówisz. Prawda jest taka, że na warsztaty z tobą zostało jeszcze tylko kilka miejsc, takie nieduże kilka, ale jeżeli słuchacie przed 20 września 2025 roku, to zapraszamy. Można jeszcze dołączyć i jest jeszcze szansa na to, żeby wziąć udział w warsztatach, które poprowadzisz. Jeszcze raz serdeczne dzięki za tę rozmowę. Też za twoją pracę, za te wiele różnych projektów, które łączą się na różnych przestrzeniach, ale za takie twoje też wyraźne zaangażowanie w zmianę świata edukacji, które mnie też to leży na sercu i widzę, zresztą ile ty robisz w tym kierunku. I za to takie eksponowanie potrzeby rozwijania tych kompetencji. Jak to nazwać? Kompetencji samoświadomości może? Tak, kompetencje psychospołeczne, miękkie. Pewnie wiele można nazw użyć do tego. W świecie edukacji i tym, żeby uczyć tego dzieci, ale także żebyśmy my jako osoby mające kontakt z dziećmi lepiej sobie z tym radzili.
Dokładnie. Dziękuję też za zaproszenie i za ciekawą rozmowę.
Ja też bardzo ci dziękuję. Dziękujemy bardzo wam za wysłuchanie. Linki do tego, czym się zajmujesz, do projektu Live Architect, do szkoły, która powstaje w Poznaniu i do konferencji znajdziecie w opisie tego odcinka. Jeszcze raz serdeczne dzięki i do zobaczenia w Poznaniu.
Dzięki, do zobaczenia.

