Ptaki są fascynujące. O kontakcie z przyrodą, który nas reguluje
Odcinek 55
W tym odcinku rozmawiamy o obserwowaniu ptaków, wrażliwości na przyrodę i o tym, jak kontakt z naturą może wspierać nas w codziennym życiu — także wtedy, gdy zaczynamy myśleć o nim jak o formie terapii.
Naszą gościnią jest Karolina Skorb, biolożka, ornitolożka, prezeska Górnośląskiego Koła Ornitologicznego.
Coraz częściej czujemy, że jesteśmy zmęczeni bodźcami, pośpiechem i nadmiarem informacji.
Dzieci mają coraz więcej zajęć, co niejednokrotnie odbywa się kosztem swobody czy kontaktu z naturą. A my, dorośli, często nie wiemy, jak ten kontakt odzyskać bez planu, sprzętu i “specjalnych umiejętności”.
Czy zwykłe wyjście do parku na nieużytki albo do lasu naprawdę coś zmienia – i czy może być czymś więcej niż tylko spacerem?
Karolina Skorb pokazuje, jak uważne obserwowanie ptaków i przyrody może być prostym, dostępnym dla każdego pretekstem do wyciszenia, regulacji napięcia, budowania relacji z dziećmi, a także do lepszego rozumienia zmian zachodzących w środowisku.
Nasza gościni podaje praktyczne wskazówki dotyczące tego:
- Co może nam dać obserwowanie ptaków,
- Jak to robić, jeśli nie mamy specjalistycznej wiedzy ani puszczy za oknem,
- Jak przebywać w przyrodzie, żeby czerpać z tego korzyści zdrowotne, na czym polega zanieczyszczenie światłem i w jaki sposób możemy je ograniczyć.
To rozmowa o tym, że ptaki mogą być fascynujące, a ich obserwacja może być pretekstem, byśmy wspólnie z dziećmi byli bliżej przyrody.
Linki z odcinka:
📱 Merlin Bird ID – aplikacja do identyfikacji ptaków od Cornel Lab
📚 Ornitorama – książka o odkrywaniu i obserwowaniu ptaków
Górnośląskie Koło Ornitologiczne – sprawdź spotkania i wydarzenia współtworzone przez Karolinę:
👉 Muzeum Górnośląskie w Bytomiu
👉 Sprawdź nasz newsletter (już ponad 20 tys. rodziców, nauczycieli i edukatorów):
Posłuchaj
Dziś będziemy rozmawiali o ptakach, o obserwowaniu ptaków, ale także o tym, w jaki sposób obserwowanie ptaków może nas i dzieci uwrażliwić na przyrodę. Chcielibyśmy porozmawiać też o zanieczyszczeniu światłem i o terapii lasem. Moim i waszym gościem jest Karolina Skórp, biolożka, ornitolożka, prezeska Górnośląskiego Koła Ornitologicznego. Wszystko się zgadza.
Witaj, Karolina, dzięki, że jesteś.
Bardzo mi miło i dziękuję bardzo za zaproszenie.
Ja nazywam się Aleksander Baj i to jest podcast Baj Example. Karolina, my w tym naszym podcaście mówimy też dużo o odkrywaniu talentów i pasji, więc takie moje pierwsze pytanie do ciebie jest o to, jak odkryłaś swoją pasję do ptaków. Oczywiście było to za dzieciaka.
Jak byłam dzieckiem, bardzo lubiłam przebywać w naturze i zasadniczo największą wdzięczność mogę kierować w stronę mojej babci, która pokazała mi ten ciekawy świat przyrody. Prawie każde wakacje spędzałam na wsi, na lubelskiej wsi. No i tam głównym zajęciem było szukanie ciekawostek w świecie przyrody.
Czy to były różnego rodzaju owady, które gromadziły się na przykład na kwiatach cebuli, czy obserwowanie jastrzębia, który kołuje gdzieś nad podwórkiem i czyha na chodzące kury w okolicy, czy właśnie nasłuchiwanie, czy dudek się nie odzywa gdzieś z miedz śródpolnych. Takich różnych zjawisk było bardzo dużo i moja babcia nauczyła mnie tej wrażliwości i uważności na środowisko — że ono codziennie jest inne.
Codziennie jest coś ciekawego i za każdym razem można odkrywać nowe rzeczy i uczyć się nowych rzeczy. Kiedy był taki moment, że postanowiłaś, że temu się poświęcisz i będziesz zajmować się biologią, a w szczególności ornitologią?
To było dosyć niedawno, ponieważ nawet niecałe dziesięć lat temu. W pierwszej kolejności ukończyłam zupełnie inny kierunek studiów, raczej techniczny, ponieważ sugerowano mi, że będzie to bardziej rozsądne podejście do szukania pracy w późniejszej dorosłości.
Natomiast w momencie ukończenia studiów inżynierskich czułam, że to nie jest to i że po prostu się wypalę. Poszłam za głosem serca, czyli chciałam robić to, co sprawia mi przyjemność. Nie ukrywam, że grono moich znajomych z Górnośląskiego Koła Ornitologicznego bardzo we mnie uwierzyło i dało mi taką siłę, taki napęd do tego, żeby uwierzyć w siebie i kontynuować tę działalność w formie zawodowej.
A wówczas, kiedy byłam jeszcze bardzo młoda, bo miałam raptem dwadzieścia kilka lat, przekwalifikowałam się i poszłam na studia biologiczne. W tym momencie robię doktorat z biologii i daje mi to bardzo dużo satysfakcji, frajdy, a także możliwość ciągłego uczenia się nowych rzeczy, które mnie po prostu interesują.
Jednym z pretekstów do tej rozmowy jest książka Ornitorama, którą tutaj przyniosłaś. Pewnie większość z was już ją zna. Wokół tej książki — bardzo dziękuję też za twój wkład — zorganizowałaś spacer ornitologiczny w ramach jej promocji. Był spacer i był bardzo ciekawy, ponieważ odbył się w Knurowie, na terenie, który dla laika, osoby niezainteresowanej przyrodą, wydaje się absolutnie nieatrakcyjny.
W ogóle… wiesz, od tego chciałem zacząć, bo kiedy się z tobą skontaktowałem z pytaniem o ten spacer, wyobrażałem sobie, że będziemy jechać do jakiegoś dużego lasu pod miastem. A ty od razu w pierwszym zdaniu zaproponowałaś, że możemy to zrobić w jednym z parków w Gliwicach, a potem się okazało, że wygodniejszy będzie Knurów i skończyło się właściwie na nieużytkach.
Tak, to były nieużytki, dokładnie. W pobliżu kopalni, był tam osadnik wód dołowych. Dla laika — nieciekawe miejsce, natomiast przyrodnik, wiedząc, jak funkcjonuje przyroda w cyklu rocznym, wie, że takie nieużytki, szczególnie w obrębie aglomeracji i miast, są bardzo interesujące dla dzikiej przyrody. Ptaki oraz inne zwierzęta często czują się bezpiecznie w towarzystwie człowieka, a jednocześnie różnego rodzaju zadrzewienia i zakrzewienia sprawiają, że mogą się gdzieś skryć. Taka nisza w miejskiej tkance jest dla nich po prostu dostępna.
To nas jakoś prowadzi do dwóch rzeczy, o które chcę zapytać, a które są dla mnie ważne. Po pierwsze: czy trzeba mieć wiedzę przyrodnika, żeby móc obserwować ptaki i przyrodę w ogóle? I w jaki sposób wprowadzać w to dzieci? A po drugie — takie bardzo praktyczne pytanie: co nam to może dać? Co mi to może dać, co to może dać moim dzieciom, że będziemy obserwować ptaki?
Nie, w ogóle żadna specjalistyczna wiedza nie jest potrzebna. Z każdym kolejnym spacerem twoja wiedza będzie się powiększać i wiedza twoich dzieci również. Wystarczy uważność, spostrzegawczość, żeby popatrzeć na to, co nas otacza. Jak mówię, każdego dnia jest coś innego. Ja w przyrodzie najbardziej uwielbiam to, że ona mnie zaskakuje. Nawet ptaki, które obserwuję najczęściej — niestety zza biurka, przez okno — codziennie pokazują mi coś nowego, czego wcześniej o nich nie wiedziałam.
Jeżeli tylko będziemy uważni i będziemy starali się dostrzegać drobny ruch, który gdzieś przemyka między gałęziami, to już da nam to bardzo dużo do zrozumienia, jak ta przyroda funkcjonuje. Z każdym dniem nasza wiedza będzie coraz większa.
Jeżeli chodzi o przebywanie dzieci i młodzieży wśród dzikiej przyrody i skupienie się na obserwacji ptaków, to nauka pokazuje nam cały szereg korzyści, a może nawet nie tyle korzyści, co konieczności. W dobie antropocenu mówi się szeroko o deficycie kontaktu z naturą, który objawia się różnego rodzaju zaburzeniami — nie tylko psychicznymi u dorosłych, ale w szczególności u dzieci.
Dzieci są bardzo wrażliwe na bodźce środowiskowe, a przebywanie w przyrodzie w pewien sposób je równoważy, uspokaja. Aktywuje się układ przywspółczulny, odpowiedzialny za regenerację. W momencie, kiedy dzieci mają bardzo dużo obowiązków, kiedy chcemy, żeby wyrosły na wykształconych, świadomych ludzi, dokładamy im wiele zajęć. Tymczasem przebywanie w przyrodzie po pierwsze uczy ciekawości, a po drugie sprawia, że mózg odpoczywa.
Co więcej, skupienie się na dzikiej przyrodzie zmienia nasz mózg. Wpływa na korę przedczołową, na istotę szarą i białą oraz na ich objętość, a to przekłada się na jakość naszego życia w wieku dorosłym.
Okazuje się, że dzieci, które nie przebywają w przestrzeni zielonej, mają o 55% większe ryzyko zachorowania na różnego rodzaju zaburzenia psychiczne w dorosłości. Przebywanie w zieleni — mówię tu ogólnie — a ptaki są świetnym pretekstem: „hej, pójdziemy posłuchać gilów, może zobaczymy, jak wyglądają, sprawdzimy, ile jest samców, a ile samic”. Samce bardzo łatwo rozpoznać, bo mają czerwone brzuszki.
To jest taki pretekst, żeby wyciągnąć dziecko na dwór, zainteresować je jakimś zjawiskiem, a my tym samym inwestujemy czas w rozwój dzieci. Sami również czerpiemy z tego ogromne korzyści — obniża się poziom kortyzolu, spada ciśnienie krwi i jesteśmy w stanie wyregulować się po stresującym dniu pracy, po prostu przebywając wśród zieleni.
To ciekawe, co mówisz, bo ja często spotykam się z takim zdaniem ze strony rodziców czy opiekunów, że dzieci nie bardzo chcą chodzić na spacery, nie chcą iść do lasu czy w góry, a rodzice bardzo by chcieli.
Mam takie obserwacje, że dzieci chcą przebywać w przyrodzie, tylko niekoniecznie w taki sposób, jak my. Jeżeli zaproponujemy im zwykły spacer, podczas którego będziemy szli godzinę prosto przed siebie, to może nie być to dla nich atrakcyjne. Ale jeśli wejdziemy z dziećmi do lasu i damy im swobodę, one będą się tam świetnie bawić przez długi czas.
Warto dać im swobodę i zaufać, że nawet jeśli się gdzieś przewrócą na ściółce leśnej, nic im się nie stanie — ściółka jest miękka. Jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że dzieci przebywają na placach zabaw z gumową nawierzchnią, ale ściółka leśna pełni tę rolę często dużo lepiej.
Dajmy dzieciom hasać po lesie, zaufajmy im, a one odkryją, że sam las jest świetnym placem zabaw. Każde drzewo jest inne, można się na nie wspinać, są wykroty, korzenie — i to wszystko rozwija sprawność fizyczną dzieci oraz ich kreatywność.
No i właśnie, tak jak powiedziałaś, obserwowanie ptaków może być pretekstem. Było dla mnie ciekawe to, że kiedy zaproponowaliśmy dzieciom spacer ornitologiczny, to — muszę powiedzieć szczerze — nie były zachwycone. Nie bardzo wiedziały, o co nam chodzi.
Nie dziwię się.
A potem wróciły i pytały, kiedy można znowu. Naprawdę im się to podobało. Opowiadały o tym, co się działo, jakie ptaki udało się znaleźć. I ja też, kiedy wydaliśmy tę książkę, zabrałem dzieci do lasu. Nie mam o tym bladego pojęcia, więc po prostu przejrzałem książkę i wymyśliłem zabawę: kto pierwszy znajdzie ptaka łownego.
Super.
Nikt nie znalazł, ale godzinę w tym lesie spędziliśmy. To było takie zadanie, taki challenge: spróbujmy znaleźć coś, czego się nie spodziewamy. Dla mnie to jest najlepsze.
A jeżeli chcę znaleźć jakieś konkretne ptaki, to czy dobrze jest mieć do tego specjalny sprzęt? Czy wystarczy — tak jak pisze autorka książki — dobry ubiór i lornetka?
Zasadniczo tak, chociaż dobry ubiór jest podstawą, żeby czuć się komfortowo i zachować komfort cieplny. Jeżeli czujemy się źle na zewnątrz, to nie będziemy koncentrować się na tym, co fruwa nam nad głową. Na ubiorze skupiłabym się w pierwszej kolejności.
Czy lornetka jest konieczna? Często chodzę obserwować ptaki bez lornetki, bo akurat nie mam jej przy sobie. Gdzieś idę i coś przemyka mi nad głową. Ja mam już pewne obeznanie i po sposobie lotu potrafię mniej więcej określić rodzaj albo gatunek ptaka.
W moim odczuciu najważniejszy jest jednak słuch — żeby skupić się na tym, co się odzywa. Dziś telefony dają nam duże możliwości rozpoznawania ptaków, które ćwierkają gdzieś za oknem.
Polecasz aplikacje do rozpoznawania?
Tak, polecam. Sama z nich korzystam, bo wiedza na temat głosów ptaków zmienia się w ciągu roku. Niektórych głosów się zapomina. Czasem słyszę coś i nie mam pojęcia, co to jest, więc przyznaję — odpalam aplikację. Ona mówi mi, co to za gatunek, i wtedy sobie przypominam, że faktycznie to ten głos, którego nie słyszałam od ponad pół roku.
Uważam, że to bardzo dobra metoda nauki tego, co nas otacza. Z czasem, kiedy już wiemy, jaki to gatunek, jest duża szansa, że zaczniemy samodzielnie rozpoznawać, czy za oknem śpiewa zięba, czy są to gile, które przylatują do nas zimą, czy może dzwońce śpiewające wiosną.
Ten krajobraz dźwiękowy jest bardzo różnorodny. Nie da się go nauczyć raz na zawsze — ja codziennie uczę się czegoś nowego. To jest bardzo napędzające, bo nie da się przestać, a satysfakcja z posiadanej wiedzy jest ogromna.
Wracając jeszcze do lornetek — oczywiście się przydają, ale też trzeba się nauczyć z nich korzystać. To nie jest takie intuicyjne, jak się wydaje na pierwszy rzut oka. Umożliwiają jednak wgląd w coś, co jest daleko, nieuchwytne, niedostępne bezpośrednio.
Ptaki przez wieki fascynowały ludzi właśnie dlatego, że potrafią latać i są nieuchwytne. Lornetka czy aparat pomagają nam uchwycić to, co w bezpośrednim kontakcie jest nieosiągalne.
A powiesz, z której aplikacji korzystasz?
Korzystam z Merlina, który został stworzony we współpracy z Cornell Lab of Ornithology. Obserwacje użytkowników wspierają rozwój algorytmu i są gromadzone w ramach citizen science, więc jest to również wkład w rozwój nauki obywatelskiej. Aplikacje z roku na rok są coraz lepsze właśnie dzięki użytkownikom, którzy z nich korzystają i dodają nagrania głosów. Tę aplikację polecam najbardziej.
Jest też BirdNET, ale mimo wszystko bardziej polecam Merlina.
A wydaje ci się, że taka książka jak Ornitorama może pomóc, skłonić, zainspirować do tego, żeby wyjść w przyrodę i poszukać ptaków? Dla laika, dla dzieci?
Myślę, że tak, ponieważ jest bardzo atrakcyjnie wydana i estetycznie satysfakcjonująca. Kiedy wzięłam ją do ręki po raz pierwszy, miałam takie poczucie: „ładna po prostu”. Ptaki są tam przedstawione w bardzo uproszczony sposób, co raczej zachęca niż zniechęca. Gdyby było tam dużo szczegółów, jak w atlasach, to rozróżnienie na przykład pleszk i kopciuszków nie byłoby takie proste.
Tutaj mamy bazowe gatunki, które w większości bardzo pospolicie występują w Polsce. Nie trzeba się więc daleko wybierać — wystarczy staw w mieście albo park miejski i większość tych gatunków, o których mowa w książce, można zaobserwować. Dla początkującego ornitologa, ptasiarza czy miłośnika przyrody jest to bardzo dobry początek.
Adam Wajrak, autor książek, dziennikarz i działacz na rzecz ochrony przyrody, mówi, że ludzie nie bronią tego, czego nie znają. Mówi to właśnie w kontekście obserwowania ptaków i tego, w jaki sposób mogą nas one uwrażliwiać na potrzeby środowiska. Czy możesz powiedzieć o tym coś więcej? W jaki sposób obserwowanie ptaków może uwrażliwiać nas na ochronę środowiska?
Zdecydowanie ma rację. Jeżeli czegoś nie znamy, to nie będziemy o to walczyć. Widzę to szczególnie wśród mieszkańców, którzy reagują dopiero w momencie, gdy pojawia się zagrożenie, na przykład planowana inwestycja czy budowa hal wielkopowierzchniowych. Nagle zgłaszają się do przyrodników z prośbą o petycję, list intencyjny czy jakąkolwiek formę pomocy, bo okazuje się, że mają zostać wycięte najbliższe zadrzewienia.
Wtedy docenia się to, że ma się gdzie wyjść z psem albo z dziećmi, że można odetchnąć od hałasu, smogu i wszystkich czynników środowiskowych wynikających z naszej działalności. Przebywając w przestrzeni zielonej, odpoczywamy i odczuwamy spokój. Ludzie mieszkający w pobliżu takich miejsc reagują najczęściej dopiero w momencie kryzysu — kiedy trzeba coś ochronić.
Ta najbliższa przestrzeń jest nam znana, więc chcemy ją chronić. Jeżeli jednak poznamy dziką przyrodę szerzej — na przykład dowiemy się, że na wieży kościelnej gniazdują pustułki — to w momencie planowanego remontu będziemy bardziej świadomi ich obecności i roli. Wiedząc, że ptaki polują na gryzonie, łatwiej nam będzie chcieć je zachować.
Bez tej wiedzy ptaki bywają postrzegane jako zbędne, brudzące elementy krajobrazu. Tymczasem pełnią one szereg usług ekosystemowych, które można wręcz przeliczyć na wartość finansową — redukują liczbę gryzoni czy owadów zagrażających uprawom i naszemu dobrobytowi.
Znając ptaki i rozumiejąc ich rolę, mamy większą motywację do tego, by chronić środowisko i dobrostan, który nam zapewniają.
Myślę sobie też o tym, że może to działać w jeszcze jeden sposób. Wezmę Ornitoramę, spróbuję znaleźć wróbla i okaże się, że jest to coraz trudniejsze. To przecież też jest jakiś sygnał.
Tak, zdecydowanie. Z wróblami jest coraz trudniej, bo wróbel ma w tej chwili trend spadkowy w zasadzie w całej Europie. Wynika to z kilku czynników. Po pierwsze — degradacja środowiska, a konkretnie coraz mniejsza liczba miejsc lęgowych na skutek termomodernizacji budynków. Niestety polskie prawo wciąż nie do końca respektuje konieczność działań zastępczych.
W momencie, kiedy niszczymy siedliska — na przykład wtedy, gdy wróble gniazdują pod parapetami — konieczne jest zapewnienie im zastępczego miejsca. Coraz częściej wykonywane są ekspertyzy przyrodnicze w ramach takich inwestycji, ale wciąż jest to raczej rzadkość.
Bardzo często bloki po termomodernizacji bezpowrotnie tracą miejsca lęgowe dla wielu gatunków ptaków, takich jak wróble czy jerzyki. Działania kompensacyjne są tu kluczowe.
Drugim czynnikiem są zanieczyszczenia powietrza, szczególnie związki azotu. Okazuje się, że bardzo negatywnie wpływają one na kondycję wróbli i ich zdrowie. Trzecią kwestią jest ptasia malaria, która dziesiątkuje populację w całej Europie. Są to choroby masowe, z którymi populacje nie są w stanie poradzić sobie samodzielnie.
Jeżeli obserwujemy ptaki i ich zachowania, możemy też zauważyć, że pojawiają się gatunki, których wcześniej nie było lub których nie powinniśmy tu widzieć — na przykład ze względu na ocieplanie się klimatu. Albo odwrotnie: niektóre gatunki przestają występować właśnie z powodu zmian klimatycznych.
Tak, jest to bardzo szerokie zjawisko. Jeśli chodzi o gatunki ustępujące, są one najczęściej związane z siedliskami silnie degradowanymi przez człowieka — w wyniku zmian klimatu, suszy czy melioracji terenów podmokłych.
Przykładem są duże kuraki, takie jak głuszce czy cietrzewie. Ustępują one, ponieważ nie są odporne na antropopresję — po prostu boją się człowieka. Torfowisk jest coraz mniej, są one eksploatowane, a ilość wody jest niewystarczająca.
Podobnie jest z gatunkami związanymi z lasami pierwotnymi, na przykład dzięciołem trójpalczastym. Współczesna gospodarka leśna opiera się na masowej uprawie lasu, co nie ma nic wspólnego ze złożonymi ekosystemami leśnymi, które kształtowały się przez setki tysięcy lat.
To właśnie te gatunki najmocniej odczuwają skutki antropopresji i zmian klimatu. Z drugiej strony są też gatunki, które na tych zmianach korzystają i pojawiają się u nas coraz częściej — na przykład gęsiówki egipskie, które od zachodniej Europy przesuwają się na wschód. Lęgną się coraz chętniej i zaliczane są do gatunków inwazyjnych.
Do tej grupy należą też ptaki blaszkodziobe, czyli gęsi i kaczki. Dobrze radzą sobie w naszych warunkach, bo po pierwsze — wielu hodowców trzyma egzotyczne gatunki, które czasem uciekają i znajdują miejsce w środowisku naturalnym. Po drugie — zimy są coraz łagodniejsze, zbiorniki wodne nie zamarzają, więc ptaki mają gdzie się utrzymać.
Wzrost liczebności tych gatunków zagraża rodzimym ptakom, na przykład gęsi gęgawie.
Na Śląsku obserwujemy też pojawy papug, najczęściej aleksandrett obrożnych. Najprawdopodobniej są to uciekinierzy z hodowli. Zajmują dziuple po dzięciołach i znajdują miejsca do życia. W województwie opolskim odnotowano już przypadki ich rozmnażania. W południowej Europie takie gatunki jak mnichy czy aleksandretty radzą sobie masowo, mimo że nie są gatunkami rodzimymi.
Są też pojawy całkowicie naturalne, wynikające z ocieplania się klimatu. Gatunki ciepłolubne podejmują ekspansję na północ — przykładem są żołny, piękne, kolorowe ptaki żywiące się owadami zapylającymi.
Dobrym przykładem jest też sierpówka, która rozpoczęła swoją ekspansję z Bliskiego Wschodu około dwustu lat temu. Klimat zmieniał się już wtedy, choć skala tych zmian była mniejsza. Dziś jednak proces ten przyspiesza głównie ze względu na warunki termiczne — gatunki ciepłolubne przesuwają się coraz dalej na północ.
Skoro już jesteśmy przy wpływie człowieka na środowisko życia ptaków, to chcę zapytać o zanieczyszczenie światłem. Przypomnę nazwę — Light Pollution Think Tank. Jesteś współzałożycielką tej inicjatywy.
Tak, zgadza się.
Najpierw powiedz proszę, czym jest zanieczyszczenie światłem i jaki ma wpływ na środowisko naturalne.
Bardzo się cieszę, że możemy o tym porozmawiać, bo za każdym razem, gdy mówię o dzikiej przyrodzie, staram się poruszać temat sztucznego światła. To jest bardzo silne zaburzenie, z którego często nie zdajemy sobie sprawy. Zanieczyszczenie światłem to nadmierna albo nieprawidłowa emisja sztucznego światła do środowiska.
Przez nieprawidłową emisję rozumiemy na przykład kierowanie światła w górną półprzestrzeń zamiast w dół. Nadmierna emisja to z kolei zbyt duża liczba źródeł światła, zbyt duża intensywność oraz nieprawidłowa temperatura barwowa — bardzo często używamy zimnego światła w przestrzeni zewnętrznej zamiast ciepłego.
Oczywiście trudno wyobrazić sobie funkcjonowanie ludzi po zmroku bez sztucznego światła. Jest ono nam potrzebne. Problem polega na tym, że w Polsce nie mamy regulacji prawnych, które uznawałyby światło za czynnik zanieczyszczający środowisko. W efekcie możemy świecić ile chcemy i jak chcemy.
Oświetlenie przestrzeni publicznej daje nam poczucie bezpieczeństwa — widzimy, dokąd idziemy i dokąd jedziemy. Natomiast poczucie bezpieczeństwa a realne bezpieczeństwo to dwie różne rzeczy. Badania pokazują, że oświetlona ulica wcale nie musi być bezpieczniejsza od nieoświetlonej — to głównie kwestia naszego subiektywnego odczucia.
Celem Light Pollution Think Tank jest uświadamianie, jak korzystać ze światła mądrze. Ono jest potrzebne, to nie budzi wątpliwości, ale powinno być używane racjonalnie — wtedy, kiedy jest potrzebne, i w taki sposób, by nam służyło, a nie szkodziło dzikiej przyrodzie.
Warto też wspomnieć o astronomach i astrofizykach, bo to właśnie oni jako pierwsi alarmowali, że nadmierne oświetlenie uniemożliwia obserwacje nocnego nieba. Świecimy tak dużo, że przestajemy widzieć gwiazdy. Zresztą zastanawiam się czasem, jak dziś w miastach wyglądałoby rozpoczynanie Wigilii przez wypatrywanie pierwszej gwiazdki — przy obecnym poziomie oświetlenia moglibyśmy jej po prostu nie zobaczyć.
A jak zanieczyszczenie światłem wpływa na życie ptaków i zwierząt w ogóle?
Jest to bardzo złożone zjawisko. Mówimy o silnej modyfikacji przestrzeni, ponieważ noce zawsze były ciemne. Całe życie na Ziemi ewoluowało w warunkach regularnych cykli światła i ciemności, więc organizmy są do nich przystosowane. Oczywiście z wyłączeniem nocy polarnych, ale tam biosfera jest znacznie uboższa.
Większość życia koncentruje się w strefach bliżej równika i umiarkowanych, a tam cykle dnia i nocy są stosunkowo stabilne. To właśnie one stanowiły biologiczny zegar — sygnał, że można rozpocząć wegetację, rozród albo migrację.
U ptaków wygląda to tak, że kiedy na wiosnę dzień zaczyna się wydłużać, wykształcają dojrzałość płciową i przystępują do rozrodu. Oczywiście światło nie jest jedynym czynnikiem — znaczenie ma też temperatura — ale dla wielu organizmów, również roślin, światło jest jednym z kluczowych sygnałów środowiskowych.
Gdy światła ubywa, drzewa wycofują substancje odżywcze z liści, które zaczynają zmieniać kolor i opadać. Światło reguluje te procesy. My, ludzie, także jesteśmy bardzo silnie uzależnieni od cykli światła. Problemy ze snem, powszechne dziś zaburzenia rytmu dobowego czy reklamy melatoniny są bezpośrednio związane z nadmiernym oświetleniem.
Światło, które dociera do nas przez okna sypialni albo które emitujemy w domach, wpływa na jakość snu. Depresja sezonowa również jest związana z niedoborem światła w okresie krótkiego dnia. Światło reguluje nas bardzo silnie — podobnie jak dziką przyrodę i ptaki.
Kiedy świecimy intensywnie nocą, zaburzamy rytm funkcjonowania organizmów. Mogę teraz opowiedzieć konkretnie, na co to światło wpływa.
Zanim do tego przejdziemy, zapytam jeszcze: czy powinniśmy patrzeć na zanieczyszczenie światłem tak samo jak na zanieczyszczenie powietrza, na przykład przez spalanie paliw kopalnych?
To jest zanieczyszczenie wyjątkowe, bo bardzo łatwe do ograniczenia. Wystarczy je wyłączyć. Oczywiście nie jesteśmy w stanie funkcjonować po zmroku całkowicie bez światła, ale możemy wprowadzić trzy proste zasady, które pozwolą korzystać z niego racjonalnie.
Po pierwsze — świecić w dół.
Po drugie — używać światła o niskiej temperaturze barwowej, czyli ciepłego.
Po trzecie — korzystać ze światła tylko wtedy, kiedy jest potrzebne.
Światło zimne jest nam potrzebne, ale raczej do pracy przy biurku, kiedy chcemy się pobudzić. Opóźnia ono wydzielanie melatoniny i jest najbardziej aktywne biologicznie. Różne organizmy reagują na nie w różny sposób, ale dla większości światło zimne jest najbardziej ingerujące.
Technologia LED daje nam dziś ogromne możliwości — możemy ściemniać, rozjaśniać, sterować światłem ruchem czy czasem. Warto z tego korzystać. Jeżeli nas nie ma, nie świećmy. Noc powinna pozostać nocą — zarówno dla organizmów nocnych, jak i dla nas samych.
My nocą nie funkcjonujemy zbyt intensywnie, bo jesteśmy gatunkiem dziennym. Przez to mamy trochę skrzywione postrzeganie rzeczywistości i wydaje nam się, że życie toczy się głównie za dnia. Tymczasem ogromna część życia dzieje się nocą — większość dzikich ssaków prowadzi nocny tryb życia. My tego po prostu nie zauważamy, bo nie jesteśmy do tego przystosowani.
A to, o czym mówiłaś — te zasady korzystania ze światła — czy dotyczą one głównie przestrzeni domowej, czy mamy też narzędzia do sterowania światłem w przestrzeni publicznej?
W przestrzeni publicznej jest to możliwe przede wszystkim w momencie wymiany oświetlenia, remontów czy modernizacji oświetlenia ulicznego. Technicznie da się to zrobić. Problem polega na tym, że do takich działań potrzebne są regulacje prawne, których wciąż nie mamy.
Jako grupa ekspercka przygotowaliśmy memorandum, którego celem było nakreślenie prawnych aspektów zjawiska zanieczyszczenia światłem. Świadomość problemu rośnie — może jeszcze nie w Polsce w takim stopniu, ale w Europie coraz wyraźniej. Na razie nie ma konkretnych zapisów prawnych, ale trwają przygotowania w tym kierunku. Dopóki nie ma prawa, nie ma też obowiązku jego przestrzegania w przestrzeni publicznej.
Jeżeli jednak chcemy coś zmienić, najłatwiej zacząć od najbliższego otoczenia, czyli od tego, na co mamy realny wpływ. Jeśli mieszkamy w domu, nie świećmy ogrodu przez całą noc — świećmy wtedy, kiedy faktycznie z niego korzystamy. Lampy elewacyjne są estetyczne, dom wygląda atrakcyjnie z ulicy, ale pytanie brzmi: czy są potrzebne?
Często nie. Co więcej, jeżeli chcemy mieć w ogrodzie owoce, na przykład truskawki, takie oświetlenie może nam realnie przeszkadzać. Mimo że kwiaty są odwiedzane przez dziennych zapylaczy, brak zapylaczy nocnych skutkuje niższymi plonami. Nocne owady zamiast zapylać rośliny, gromadzą się wokół źródeł światła.
Wszystko jest ze sobą bardzo mocno powiązane, dlatego warto używać światła tylko wtedy, kiedy jest naprawdę potrzebne. To tylko tyle — i aż tyle. Warto też wspomnieć o aspekcie ekonomicznym: im mniej światła używamy, tym niższe są rachunki za prąd.
Chciałaś opowiedzieć konkretnie, jak zanieczyszczenie światłem wpływa na życie ptaków.
Tak, bardzo chętnie, bo to rzeczywiście bardzo złożone zjawisko. Okazuje się, że ptaki narażone na sztuczne światło, szczególnie w miastach, mogą przystępować do rozrodu nawet o miesiąc wcześniej. Mają wcześniej wykształconą dojrzałość płciową.
Światło utrudnia też migrację ptaków. Wiele gatunków migruje nocą, orientując się według gwiazd, konstelacji czy położenia zachodzącego słońca. Gdy niebo jest rozświetlone łuną światła, ptaki tracą orientację.
Kiedy wpadają w snop światła, często nie potrafią się z niego wydostać. Padają z wycieńczenia albo stają się łatwym łupem drapieżników. Zdarza się też, że światło zmienia trasy migracji — ptaki zatrzymują się w miejscach silnie oświetlonych.
Jeżeli chodzi o rozwój, ptaki te są w gorszej kondycji, mają podwyższony poziom hormonu stresu — kortykosteronu. Obserwuje się u nich gorsze parametry fizyczne, a nawet zmiany w mikrobiomie jelitowym. To wszystko wpływa na ich funkcjonowanie i przeżywalność.
Zanieczyszczenie światłem oddziałuje nie tylko na ptaki, ale również na ludzi. Noce, żeby były zdrowe, powinny być ciemne. Tylko wtedy możemy się dobrze wysypiać i zmniejszać ryzyko wielu chorób — zaburzeń psychicznych, otyłości, cukrzycy czy chorób układu sercowo-naczyniowego. Wszystkie te schorzenia są powiązane z ekspozycją na sztuczne światło w nocy.
Skoro już powiedziałaś o tych przypadłościach związanych ze światłem w nocy, to zapytam jeszcze o terapię lasem. Prowadzisz też spotkania dotyczące lasoterapii.
Miałam okazję o tym opowiadać. Nie jestem licencjonowaną lasoterapeutką, raczej podchodzę do tego intuicyjnie. Zachęcam ludzi do przebywania w dzikiej przyrodzie, wśród zieleni, i przy okazji odwołuję się do argumentów związanych z lasoterapią, która staje się coraz popularniejszym nurtem w psychiatrii i psychologii.
Chodzi o skupienie się na tym, co jest tu i teraz. Praktyki mindfulness są dziś bardzo powszechne — medytacje, ćwiczenia oddechowe, różnego rodzaju spotkania wyciszające. Dla mnie, jako biologa, naturalnym sposobem wyciszenia jest kontakt z przyrodą. Nauka coraz częściej potwierdza, że takie przebywanie w naturze działa terapeutycznie.
Lasoterapia wywodzi się między innymi z japońskiej praktyki shinrin-yoku, czyli „kąpieli leśnych”. Polega ona na bardzo świadomym przebywaniu w lesie, bez telefonu, bez mediów, z uważnością na zapachy, dźwięki, faktury. Chodzi o takie „uziemienie się”, powrót do podstawowych doznań.
Zastanawiam się, jak konkretnie można określić, jakie formy przebywania w lesie mają właściwości terapeutyczne. Czy każde wyjście do zielonej przestrzeni działa korzystnie?
Tak — każde. Jazda na rowerze w lesie, bieganie w zielonej przestrzeni, spacer. Rower w lesie będzie działał korzystniej niż trening na trenażerze w zamknięciu. Bieganie wśród drzew będzie zdrowsze niż bieganie między blokami. Każda forma ruchu w zieleni działa lepiej niż ta sama aktywność w przestrzeni zamkniętej.
Nie trzeba praktykować lasoterapii czy mindfulnessu, żeby czerpać korzyści. To dobra wiadomość — wystarczy wyjść do lasu. Ja jednak zachęcam do doświadczania przyrody różnymi zmysłami, na przykład do chodzenia boso po lesie. Nawet zimą, kiedy nie ma kleszczy albo są one mniej aktywne.
Dotykanie faktur liści, kory, ziemi daje poczucie uspokojenia i połączenia z naturą. Oczywiście nie jest to dla wszystkich — niektórzy wolą intensywne bodźce, tempo, wielozadaniowość. Ale nawet krótki spacer w zieleni, kilka minut dziennie, już bardzo pozytywnie wpływa na zdrowie fizyczne i psychiczne.
Badania pokazują, że minimum jedna–dwie godziny tygodniowo w naturze jest potrzebne, żebyśmy czuli się dobrze.
A na jakie konkretnie schorzenia lasoterapia działa najskuteczniej?
Przede wszystkim na obniżenie napięcia nerwowego. Jest pomocna przy zaburzeniach koncentracji, przewlekłym stresie, chorobach psychicznych, ale też w chorobach układu sercowo-naczyniowego. Wszędzie tam, gdzie kortyzol jest podwyższony, las działa regulująco.
Dodatkowo, skoro jest ruch, to wspiera też leczenie nadwagi, otyłości czy problemów metabolicznych. Nawet jeśli nie mamy żadnych dolegliwości, kontakt z naturą działa profilaktycznie i wspiera zdrowie w dłuższej perspektywie.
Gdybyś miała zaprosić słuchaczy do jednego bardzo prostego kroku — już zostając przy obserwacji ptaków — co by to było?
Polecam obserwowanie najbliższego otoczenia. Codziennie. Nawet z okna. Można robić listę ptaków, które się pojawiają, jeśli umiemy je rozpoznać. Lornetka się przyda, aplikacja do rozpoznawania głosów również.
Czasem wystarczy zobaczyć ptaka i zatrzymać się na chwilę, popatrzeć, co robi. Mnie samej zdarzają się obserwacje, których bym się nie spodziewała — na przykład sójka pijąca wodę z kropli zgromadzonych na gałęzi. Zobaczyłam to tylko raz, z okna sypialni, ale pamiętam do dziś.
To kwestia uważności i obserwowania zmian z dnia na dzień. Zimą zobaczymy szron, inną aktywność ptaków przy karmniku, zmianę składu gatunkowego. Wraz ze spadkiem temperatury mogą pojawić się jemiołuszki. Wystarczy słuchać i patrzeć.
Czy polecasz zakładanie karmników przydomowych lub balkonowych?
To zależy. Dokarmianie może być zarówno dobre, jak i szkodliwe. Polecam dokarmiać ptaki wtedy, kiedy warunki są naprawdę trudne — przy silnych mrozach. Wtedy faktycznie ptakom ciężko znaleźć pożywienie, a my mamy okazję obserwować je z bliska.
Jeżeli jednak temperatura jest na plusie i jest wilgotno, karmniki mogą sprzyjać rozwojowi bakterii i chorób. Trzeba je regularnie czyścić, bo w przeciwnym razie możemy wyrządzić więcej szkody niż pożytku.
Dokarmianie wpływa też na relacje między gatunkami. Ptaki zimujące, dokarmiane przez całą zimę, są w bardzo dobrej kondycji i szybciej zajmują miejsca lęgowe. Gatunki migrujące, takie jak muchołówki, po przylocie mogą już nie mieć gdzie gniazdować. Dlatego dokarmianie powinno być przemyślane i ograniczone do trudnych warunków pogodowych.
Bardzo dziękuję za tę rozmowę. W kontekście lasoterapii i presji, z jaką mierzą się dziś dzieci — w szkole i poza nią — to bardzo dobra wiadomość, że samo przebywanie w przyrodzie może tak wiele dać. Obserwowanie ptaków może być świetnym pretekstem, by wyjść do lasu, a jeśli tak się stanie — to tylko na plus.
Dziękuję bardzo.
Dziękujemy wam za wysłuchanie. Jeśli podobała wam się ta rozmowa, zapraszamy do naszego newslettera, w którym piszemy między innymi o spacerach ornitologicznych i spotkaniach na żywo. Link, jak zwykle, w opisie.
Na sam koniec powiedz proszę, gdzie można cię znaleźć.
W Muzeum Górnośląskim w Bytomiu — tam mieści się siedziba naszego stowarzyszenia. Od października do lutego spotykamy się raz w miesiącu. Organizujemy też otwarte spacery przyrodnicze i ornitologiczne. Zachęcam do obserwowania nas w mediach społecznościowych — Górnośląskie Koło Ornitologiczne. Większość spotkań jest otwarta, można po prostu przyjść.
Zapraszamy bardzo. Linki jak zwykle w opisie odcinka. Jeszcze raz wielkie dzięki.

