Gdy dziecko wybiera ekran – zabawa czy zagrożenie? Nowe spojrzenie na gry, filmiki i media społecznościowe
Odcinek 42
- Czy spędzając czas przed ekranem, dzieci rozwijają kompetencje cyfrowe?
- Kiedy ekrany mogą przyczyniać się do rozwoju, a kiedy stanowią zagrożenie?
- Ile czasu dziecko może spędzać przed ekranem?
- Jakie błędy popełniamy w związku z korzystaniem naszych dzieci z ekranów?
- Jak oderwać dziecko od smartfona czy komputera i zachęcić do innych aktywności?
🎧 Odniesienia do odcinków podcastu:
- Rozmowa z Jowitą Michalską o szkole w czasach AI, kompetencjach i zawodach przyszłości – odc. 15
- Rozmowa z Markiem Kaczmarzykiem o neurobiologii wczesnego dzieciństwa i o ekranach – odc. 32
📚 Książki wspomniane w odcinku:
- Ken Robinson – Ty, Twoje dziecko i szkoła – książka, która pomaga rodzicom zaprojektować najlepszą drogę edukacji dla ich dziecka;
- Brenda Ueland – Jeśli chcesz pisać – o rozwijaniu kreatywności;
- Ken Robinson – Uchwycić Żywioł – o kreatywności i odkrywaniu swoich mocnych stron;
- Jowita Michalska – Szkoła w czasach AI. Jak przygotować dzieci na wyzwania jutra.
📬 Zapraszamy do newslettera dla rodziców!
Jeśli chcesz otrzymywać cotygodniowe informacje o tym, co pomocne w wychowaniu i edukacji dzieci oraz w dbaniu o potrzeby nas, rodziców, zapraszamy Cię do naszego newslettera. Znajdziesz tu polecenia pomocnych książek, wydarzeń, spotkań, kursów czy podcastów. Kliknij i zapisz się tutaj 👉 wydawnictwoelement.pl/newsletter/
Posłuchaj
Kilka tygodni temu André Stern odwiedził Polskę. Odbyło się kilka spotkań, między innymi w Szczecinie, i właśnie podczas tego spotkania padło bardzo ważne pytanie. André Stern, jako ten, który nigdy nie chodził do szkoły, jako ambasador dzieci, głęboko wierzy w naturalny potencjał każdego dziecka do nauki. Wierzy też, że zabawa jest najlepszym narzędziem do uczenia się. Został zapytany o to, czy ekrany to też zabawa.
Spotkanie odbyło się w szkole demokratycznej — a w takich szkołach to dzieci same decydują, czym chcą się zajmować. Pytanie dotyczyło więc tego, czy jeśli dziecko wybiera granie w gry komputerowe albo oglądanie filmików na telefonie, to nadal mieści się to w kategorii swobodnej zabawy?
Z tego miejsca serdecznie pozdrawiam Anię i jej wspaniałą szkołę, w której miało miejsce to spotkanie. Myślę, że to bardzo ważne pytanie, dlatego w tym odcinku chcę zebrać kilka myśli dotyczących ekranów i swobodnej zabawy — przede wszystkim: czy ekrany stanowią zagrożenie, kiedy mogą nim być, a kiedy wręcz pomagają rozwijać kompetencje?
Jakie błędy popełniamy w kontekście kontaktu dzieci z ekranami? Co zrobić, żeby oderwać dzieci od ekranów? Jak zachęcić je do innych aktywności — takich bez telefonu, komputera czy tabletu?
Nazywam się Aleksander Baj i to jest czterdziesty drugi odcinek naszego podcastu dla rodziców oraz osób zainteresowanych edukacją — w szczególności edukacją domową, rodzicielstwem i rozwojem.
Czy ekrany to także zabawa?
Na początek chcę nawiązać do rozmowy z Jowitą Michalską — to był piętnasty odcinek tego podcastu. Jowita Michalska, specjalistka z zakresu nowych technologii, szkoli ludzi — przede wszystkim kobiety — z kompetencji cyfrowych. Jest autorką książki Szkoła w czasach… AI.
W kontekście ekranów Jowita powiedziała coś bardzo ważnego: mylimy często kompetencje przyszłości ze scrollowaniem czegoś na ekranie. Jeśli dziecko scrolluje Instagrama, Facebooka, TikToka czy YouTube’a, to tam nie ma żadnych kompetencji przyszłości.
Jowita Michalska powiedziała wprost: to ogłupia nasze dzieci, uzależnia je i w żaden sposób nie rozwija ich umiejętności na przyszłość. Oczywiście — nasze dzieci będą miały kontakt ze smartfonami, ale nie każdy kontakt z telefonem rozwija kompetencje przyszłości.
Wspomniała również o kilku błędach, które bardzo często popełniamy jako rodzice:
Po pierwsze — jedno konto na YouTubie. Ty oglądasz na nim swoje filmy, niech będą to horrory, a Twoje dziecko — bajki. I potem dziwimy się, że dziecko budzi się w nocy z krzykiem, bo algorytm — pomiędzy bajkami — podsunął mu fragment horroru.
Drugim błędem jest zupełnie nienadzorowany dostęp dzieci do mediów społecznościowych. Dzieci mogą tam natrafić na treści zupełnie nieodpowiednie dla ich wieku. Jowita zwróciła uwagę na to, że teoretycznie media społecznościowe nie są przeznaczone dla dzieci poniżej 12. roku życia. Tylko… pokażcie mi dwunastolatka, który nie ma konta w social mediach.
Z tej perspektywy zupełnie swobodny, nienadzorowany dostęp dziecka do ekranów stanowi realne zagrożenie. Jeśli więc pytamy, czy zabawa smartfonem to swobodna zabawa, odpowiedź brzmi: nie. Nie każdy kontakt ze smartfonem możemy traktować jako dziecięcą zabawę.
W innej rozmowie w ramach tego podcastu prof. Marek Kaczmarzyk, neurobiolog z Uniwersytetu Śląskiego, powoływał się na wytyczne Światowej Organizacji Zdrowia. Jest taki dokument z 2019 roku: Wytyczne dotyczące aktywności fizycznej, zachowań siedzących i snu dla dzieci.
Według tego dokumentu:
-
dzieci do 2. roku życia w ogóle nie powinny mieć kontaktu z ekranami;
-
dzieci między 2. a 5. rokiem życia — maksymalnie godzinę dziennie, i nigdy bez nadzoru.
Jeśli chodzi o starsze dzieci, dokument nie precyzuje konkretnych limitów czasu spędzanego przed ekranem. Podkreśla jednak, że na pierwszym miejscu powinny być inne potrzeby dziecka, takie jak aktywność fizyczna czy zdrowy sen. Ekrany nie mogą ich zastępować ani dominować.
Marek Kaczmarzyk mówił, że z perspektywy neurobiologa — i tego, co wiemy dziś o rozwoju mózgu — w pełni zgadza się z tymi wytycznymi. W pierwszych latach życia mózg dziecka bardzo intensywnie się zmienia, jest niezwykle wrażliwy i plastyczny.
Z kolei André Stern oferuje spojrzenie na ten sam temat z innej perspektywy — i to spojrzenie jest dla mnie równie ważne.
Zanim do niego przejdę, mała przerwa na przypomnienie.
Przypomnienie o newsletterze
Raz w tygodniu wysyłamy krótką wiadomość z kilkoma punktami, które mogą być pomocne dla rodziców i osób zainteresowanych edukacją — szczególnie edukacją domową i alternatywną.
To mogą być: książki, kursy, wydarzenia, rozmowy, podcasty — rzeczy, z których sami korzystamy i które, jak wierzymy, mogą przydać się także Tobie.
Jeśli chcesz otrzymywać takie cotygodniowe informacje, link do zapisu znajdziesz w opisie odcinka.
Wracając do Szczecina i do André Sterna — André mówi o sobie, że jest ambasadorem dzieci. Że jest pięćdziesięciotrzyletnim dzieckiem, któremu nikt nigdy nie przerwał zabawy. I że ciągle patrzy na świat oczami dziecka.
Znam go od jakiegoś czasu i naprawdę widzę, że to prawda — on rzeczywiście nadal patrzy na świat oczami dziecka.
Zapytany o ekrany odpowiedział:
W głębi duszy każde dziecko chce być bohaterem.
I padło pytanie — czy nasze dzieci mają szansę czuć się bohaterami?
Dzieci spędzają większość swojego czasu w dwóch przestrzeniach:
– jedna to szkoła,
– druga to dom.
Czy w szkole dziecko może czuć się bohaterem?
André Stern mówi, że we współczesnej szkole, w której presja jest coraz silniejsza, a nacisk na egzaminy, standaryzowane testy i realizację podstawy programowej rośnie — coraz mniej dzieci ma szansę czuć się docenionymi, zauważonymi, potrzebnymi. Rywalizacja dominuje, a przestrzeni na bycie sobą jest coraz mniej.
A co z domem?
Dziś szkoła bardzo mocno przenika do przestrzeni domowej. Tam również duża część czasu poświęcana jest na zadania domowe, przygotowania do egzaminów, rozmowy o ocenach. Nawet zajęcia dodatkowe często nastawione są na realizację celów, rywalizację, przygotowania do występów czy zawodów.
Także i w domu dziecko rzadko ma przestrzeń, by poczuć się naprawdę bohaterem.
I tutaj André Stern stawia ważną tezę:
Świat wirtualny jest dziś dla wielu dzieci jedynym miejscem, w którym mogą szybko poczuć się bohaterami.
Tam mogą być docenione, nagrodzone, zauważone.
Jeśli więc martwimy się o kontakt naszych dzieci z ekranami — mówi Stern — to nie powinniśmy skupiać się jedynie na samych ekranach.
Nie powinniśmy koncentrować się wyłącznie na zagrożeniach świata wirtualnego.
Powinniśmy przede wszystkim zatroszczyć się o świat rzeczywisty dziecka.
Jeśli potrzeby dziecka będą w nim zaspokojone — świat wirtualny przestanie być dla niego aż tak atrakcyjny i niebezpieczny.
Stern mówi, że jego własne dzieci mają duży dostęp do ekranów i spędzają sporo czasu w świecie wirtualnym.
Ale to nie jest dla niego problem, bo widzi, jak dużo czasu poświęcają również na swobodną, nieskrępowaną zabawę poza światem ekranów.
Dlaczego ekrany tak bardzo przyciągają dzieci? Co możemy zrobić, żeby wybrały coś innego?
Wiemy, że świat wirtualny może stanowić zagrożenie dla naszych dzieci — ale rozwiązań powinniśmy szukać gdzie indziej. Ekrany naprawdę bardzo silnie je przyciągają, a gdy już je “wciągną”, trudno się od nich oderwać. Zresztą dotyczy to nie tylko dzieci — wielu dorosłych ma podobne doświadczenia.
Co więc możemy zrobić, żeby dzieci chętniej wybierały inne aktywności? Żeby, mając do wyboru czas przed ekranem lub inną formę zabawy, wybrały to drugie?
Przypomina mi się historia, która — moim zdaniem — dobrze to pokazuje.
Jakieś dwa lata temu byliśmy na wakacjach, podczas których było też kilka innych rodzin. Wśród nich chłopiec z tatą. Chłopiec nie wychowywał się w Polsce, choć rozumiał po polsku, nie mówił w tym języku. Na tym wyjeździe czuł się źle z różnych powodów — nie znał nikogo z obecnych, miał wtedy może 7–8 lat.
Chciał być sam. Zamknięty z telefonem. Kiedy tata próbował go zachęcić do wyjścia albo jakiejś aktywności na zewnątrz — reagował opryskliwie, gwałtownie. Nie dało się go oderwać od ekranu.
Minął pierwszy dzień. Wszyscy byliśmy na plaży. Chłopiec siedział z telefonem. Inne dzieci bawiły się piaskiem, wodą, patykami. W pewnym momencie jeden z naszych synów zapytał mnie, czy zbudujemy zamek z piasku.
Pewnie — możemy budować. Wzięliśmy dwie łopatki i zaczęliśmy sypać wielką górę, bo zamek musi stać na górze, wiadomo. Inne dzieci to zobaczyły i dołączały jedno po drugim. Góra rosła. Na jej szczycie pojawił się zamek. Ktoś dorobił mur. Ktoś inny — stajnię i stragany. Ktoś budował kurnik, ktoś groblę. Potem kolejny zamek, droga, most, komory celne, miasteczko z ratuszem, świątynią, domkami. A wokół — pola uprawne.
Do zabawy zaczęli dołączać nie tylko kolejne dzieci, ale też dorośli.
I wtedy — dołączył też ten chłopiec. Nie mówił nic. Dostał od nas łopatkę i zaczął kopać wielki kanion, z którego wydobyty piasek usypał kolejną górę. Tam dzieci zbudowały drugi zamek. Potem pojawiła się droga między zamkami. Zabawa trwała 3 godziny. Brały w niej udział dzieci i ośmioro dorosłych.
Gdy budowla była skończona, chłopiec dalej bawił się z innymi — poszli razem do wody, skakali przez fale, gonili się z patykami, badali wyrzuconą przez wodę meduzę.
Nie wrócił już do ekranu. Do końca dnia był z dziećmi. A w dniu wyjazdu było mu bardzo smutno. Powiedział, że jeden z chłopców, z którymi się bawił, jest teraz jego najlepszym przyjacielem.
Myślę, że ta historia pokazuje bardzo wiele z tego, czym jest prawdziwa, swobodna zabawa.
André Stern, mówiąc o dziecięcej zabawie, podkreśla:
Spójrzcie, jak kreatywne jest dziecko, które się bawi.
Spójrzcie, jak wytrwałe jest dziecko, które się bawi.
Dziecko potrafi przez trzy godziny budować jedną konstrukcję. A z naszego życia i doświadczenia wiemy, że niektóre budowle powstają przez kilka dni albo i dłużej.
Spójrzcie, jak skupione jest dziecko, które się bawi.
Często traktujemy zabawę jako coś „na później” — jako rozrywkę, coś na czas wolny. Stern mówi inaczej:
zabawa to bardzo poważne zajęcie podejmowane przez dziecko.
W prawdziwej zabawie dziecko:
-
nawiązuje relacje,
-
uczy się komunikacji,
-
uczy się rozwiązywania konfliktów.
W rozmowie z Jowitą Michalską poruszaliśmy też temat kompetencji przyszłości. O kompetencjach tych pisał również sir Ken Robinson. Większość z was pewnie go zna — wielu poznało go dzięki wystąpieniu na TED zatytułowanemu Czy szkoły zabijają kreatywność?.
To jeden z największych innowatorów edukacji ostatnich lat. W książce Ty, Twoje dziecko i szkoła pisze właśnie o kompetencjach przyszłości i o tym, jak — jego zdaniem — powinna wyglądać szkoła w XXI wieku.
Ken Robinson był zdania, że szkoła potrzebuje radykalnej przemiany. Uważał, że dziś potrzebujemy zupełnie innych szkół i że dzieci powinny uczyć się zupełnie czegoś innego, niż to, czego uczono nas.
Pytany o to, co dzieci powinny wiedzieć i potrafić w XXI wieku, mówił o tzw. kompetencjach przyszłości. Wśród nich wymieniał:
-
kreatywność,
-
współpracę,
-
kompetencje relacyjne i empatię,
-
umiejętność budowania społeczeństwa obywatelskiego,
-
zdolność rozwiązywania konfliktów.
W rozmowie z Jowitą Michalską, specjalistką od nowych technologii, potwierdziła ona, że — jej zdaniem — to właśnie są kompetencje przyszłości. To te obszary, w których nie zastąpi nas sztuczna inteligencja.
I co ważne — to są umiejętności, które dzieci naturalnie rozwijają w swobodnej zabawie.
Czy więc gry komputerowe to też zabawa?
W książce Ty, Twoje dziecko i szkoła Ken Robinson pisze o dziecięcej zabawie tak:
Postępująca standaryzacja edukacji i ilość czasu, jaką młodzi ludzie muszą poświęcać na naukę, nie odpowiada najbardziej naturalnemu sposobowi, w jaki uczą się ludzie w każdym wieku — czyli przez zabawę.
Marginalizacja zabawy to jedna z największych tragedii standaryzowanej edukacji.
Ken Robinson nie mówi, że zabawa jest ważna tylko dla małych dzieci. Wręcz przeciwnie — podkreśla, że swobodna zabawa jest istotna w każdym wieku, także dla dorosłych.
Wśród rzeczy, które dzieci powinny rozwijać, Ken Robinson wymienia jeszcze jedną — taką, która zawsze była dla niego szczególnie ważna:
odkrywanie naszych naturalnych talentów i mocnych stron.
Zwraca uwagę, że w świecie, który zmienia się bardzo szybko, i w przyszłości, której nie potrafimy przewidzieć, naszą najlepszą szansą będzie rozwijanie tego, co już w nas dobre i mocne. A to najłatwiej odkrywać i rozwijać właśnie w czasie zupełnie swobodnej zabawy.
Robinson pisze też o trzech rodzajach zabawy:
-
Zabawa nadzorowana — taka, która ma ustaloną strukturę i reguły.
To np. gry komputerowe czy wideo. One mogą rozwijać różne kompetencje, mają swoją wartość i swoje miejsce,
ale… -
Tym, co naprawdę pomaga dzieciom wzrastać i się rozwijać, jest zabawa zupełnie swobodna –
nienadzorowana, płynąca z inicjatywy dziecka, w której to dziecko jest aktywne i twórcze. -
I wreszcie: Robinson zauważa, że jeśli dziecko jest bierne, np. tylko ogląda treści w mediach społecznościowych, to nie ma mowy o prawdziwej zabawie.
To nie jest stan, który sprzyja rozwojowi, twórczości czy budowaniu kompetencji.
To są najważniejsze myśli, które biorę dla siebie z rozmów, jakie dotąd przeprowadziliśmy w tym podcaście, z książek i od ludzi, których spotykamy.
W momencie publikacji tego odcinka zaczynają się wakacje — a więc czas, w którym nasze dzieci będą funkcjonować inaczej niż zwykle. Być może będą mieć więcej swobody. Być może będą częściej decydować same, czym chcą się zajmować.
I jeśli wybiorą wtedy ekrany — to właśnie są rzeczy, o których warto pamiętać:
-
gry komputerowe mają swoje miejsce i wartość, również w kontekście kompetencji przyszłości,
-
ale nie zastąpią swobodnej, dziecięcej zabawy,
-
powinniśmy być ostrożni z nienadzorowanym dostępem dzieci (szczególnie młodszych) do ekranów,
-
nie każdy rodzaj kontaktu z ekranem niesie jakąkolwiek wartość — czasem wręcz przeciwnie,
-
nawet jeśli dziecko wybiera ekran, ważne, by nie zdominował on innych potrzeb: snu, ruchu, odpoczynku, relacji.
Dla mnie osobiście, jako rodzica, bardzo ważna jest też perspektywa André Sterna:
jeśli widzimy, że nasze dzieci za bardzo ciągnie do ekranów, że trudno im się oderwać — warto zapytać, czy inne ich potrzeby są zaspokojone. Może zamiast zakazów warto zacząć właśnie od tego.
I jest jeszcze jedna rzecz, która wraca do mnie z naszego rodzicielskiego doświadczenia.
To nie jest tak, że dzieci sięgają po ekran, bo po prostu jest im nudno.
Mam wrażenie, że my — jako rodzice — czasem bardzo boimy się nudy naszych dzieci.
Zdarza się, że jedno z naszych dzieci chodzi po domu i mówi:
„Nudzi mi się”.
Za chwilę znów:
„No i co mam robić?”
I znowu:
„Dalej mi się nudzi.”
W wielu z nas pojawia się wtedy odruch:
„Jak to ci się nudzi?! Masz tyle możliwości!”
„Gdybym ja miał tyle czasu, to…!”
Chcemy od razu znaleźć dziecku jakieś zajęcie.
A przecież nuda to nieodzowny element procesu twórczego — o czym pisała choćby Brenda Ueland w książce Jeśli chcesz pisać.
Na to samo zwracał uwagę Ken Robinson:
czasem powinniśmy po prostu pozwolić naszym dzieciom się ponudzić.
Zauważyliśmy, że jeśli damy im przestrzeń na nudę, to po którymś razie słyszymy:
„Tata, a mogę wziąć twoją łopatę?”
A chwilę później — budowa do zwiedzania na malutkim skrawku ogródka jest zabawą dla czwórki dzieci na kilka dni.
To już wszystko, czym chciałem się z Tobą podzielić. Mam nadzieję, że te myśli — pochodzące od ludzi, którzy nas inspirują, i z których sami czerpiemy — będą pomocne także dla Ciebie.
Dzięki za wysłuchanie.
Dzięki, że zostałeś do końca.
Do usłyszenia następnym razem.

