Blog
Marek Kaczmarzyk – Potrzeba obecności – fragment
Dlaczego pięć pierwszych lat jest tak kluczowych w życiu dziecka? Czy powinniśmy jak najdłużej spać z dzieckiem, nosić je i przytulać, czy jak najwcześniej uczyć samodzielności?
Zapraszamy do przeczytania fragmentu Potrzeby obecności, w którym profesor Marek Kaczmarzyk pozwala zrozumieć zachowania małego dziecka i wspierać rozwój kompetencji emocjonalnych i poznawczych w tym niezwykle ważnym okresie.
Wstęp
Fragment książki “Potrzeba obecności” profesora Marka Kaczmarzyka
Odkąd ludzie poddają swoje życie refleksji, za jedną z najważniejszych kwestii uznają los dzieci. Dla rodzica są one istotami, wokół których koncentruje się świat jego emocji, planów, obaw i nadziei, a wszelkie działania wobec dzieci często określają jego wartość we własnych oczach. I chociaż dla swoich rodziców dziecko zawsze pozostanie dzieckiem, to pierwsze lata jego życia od zawsze wydawały się kluczowe w jego rozwoju.
Odwieczne intuicje rodziców zostały potwierdzone przez wyniki współczesnych badań praktycznie w każdej dziedzinie. Także najnowsze odkrycia neurobiologii wykazują, że w ciągu kilku pierwszych lat życia zachodzą w dziecięcych mózgach zmiany, których jakość i kierunek mogą decydować o zakresie ich możliwości. Dotyczy to szczególnie tych zmian, które wiążą się z jakością relacji z innymi ludźmi – od sprawności w posługiwaniu się mową po wrażliwość na potrzeby innych. To właśnie wczesne dzieciństwo jest okresem budowania neurobiologicznego podłoża w tej sferze.
Zapraszam na wyprawę do świata neurobiologii rozwojowej małego człowieka. Mam na myśli dziecko do mniej więcej czwartego – piątego roku życia. Okazuje się bowiem, że można w neurobiologii znaleźć odpowiedzi na cały szereg pytań, które stawiają rodzice, kiedy znajdują się w towarzystwie dzieci w tym wieku.
Spróbujemy odpowiedzieć na pytania, które nurtują wielu rodziców, na przykład: dlaczego akurat tych kilka pierwszych lat życia to czas tak bardzo intensywny i tak ważny dla rozwoju? Dlaczego pewne sytuacje i zdarzenia, które mają miejsce w tym okresie, są kluczowe? Dlaczego czasem zaniedbania mogą mieć nieodwracalne skutki, a jeżeli postaramy się, by wszystko było w porządku – dlaczego akurat ten etap jest najbardziej wartościowy?
Część odpowiedzi znajdziemy, gdy spojrzymy w głąb dziecięcych mózgów. Zrobimy to także dzięki nowoczesnym metodom obrazowania ich budowy i funkcji. Innych danych będziemy szukać w odległej przeszłości naszego gatunku – kiedy nasi przodkowie nie byli jeszcze nawet ludźmi w dzisiejszym znaczeniu tego słowa, ale ich losy miały już wpływ na naszą teraźniejszość.
(…)
Nosić, nie nosić? Oto jest pytanie…
Nosić, nie nosić, przytulać, nie przytulać, spać razem z dzieckiem czy osobno? To są pytania, które krążą w głowach (i pomiędzy głowami) rodziców właściwie od zawsze. A trzeba powiedzieć, że w XX wieku odpowiedzi nie były ani intuicyjne, ani bezpieczne. W wielu przypadkach utrwalone tradycją pomysły były w tym czasie z biologicznego punktu widzenia, nazwijmy to delikatnie, chybione.
Ciągle jeszcze zdarza się nam słyszeć, że jeśli dziecko jest zbyt często noszone na rękach i przytulane, to do tego przywyknie. A potem mama i tata będą mieli trudności z odzwyczajeniem go od takiego właśnie traktowania. I to miałby być argument na rzecz tego, żeby jednak ten bezpośredni kontakt ograniczać.
Na pierwszy rzut oka, z praktycznej perspektywy, wydaje się sensowny. Niestety takie podejście uwzględnia najczęściej głównie wygodę rodziców. Marzy nam się czasem dziecko spokojne i wymagające minimum uwagi. Mamy na głowie tak wiele spraw, ważnych, codziennych spraw, które decydują o naszej karierze, bezpieczeństwie, a często również o tym, co możemy dać własnemu dziecku. Musimy być wypoczęci i wyspani, żeby temu wszystkiemu podołać. To da się zrozumieć. Ale…
Z perspektywy biologicznej tego typu podejście jest absurdalne. Cała nauka o zachowaniach zwierząt, jaką znamy, i cała wiedza na temat tego, w jaki sposób zwierzęta wychowują młode i funkcjonują jako rodzice, pokazuje, że odpowiedź jest dość jednoznaczna.
Już w latach 70. XX wieku pewien niemiecki badacz, Vitus Dröscher, który zajmował się również ludzkimi zachowaniami okołorozrodczymi i opiekuńczymi, pokazywał to w sposób wręcz dosadny. W tamtym okresie był raczej w mniejszości, więc używał nieco ironicznego sposobu opisu sytuacji. Zachęcam do przeczytania jego świetnej książki Rodzinne gniazdo.
Autor pisze wprost: pokażcie mi jednego ptaka, który wije dwa gniazda, jedno dla swoich piskląt, a drugie dla siebie. Albo pokażcie mi ssaka, który kopie dwie nory, jedną lęgową dla młodych, a drugą, w której sam odpoczywa.
Takie zachowania u zwierząt nie występują. Zresztą z perspektywy przystosowawczej byłyby niebezpieczne. Nasze potrzeby pod tym względem są bardzo podobne, a jeśli spojrzymy na gatunek ludzki jako na gatunek społeczny, to izolacja dzieci od ich rodziców i reszty społecznego otoczenia jest przepisem na katastrofę.
Skoro relacyjność jest podstawą naszej adaptacji, to w tych bardzo wrażliwych pierwszych etapach życia właśnie bezpośredni kontakt, bliskość i obecność zadecydują o możliwościach dziecka w tym zakresie.
Utrudniając rozwój tych kompetencji, skazujemy dzieci na samotność, a ta jest zabójcza, i to często w dosłownym znaczeniu tego słowa.
Jeżeli więc pytamy, czy nosić i przytulać, czy nie – to z tej perspektywy pytanie jest właściwie retoryczne.

Widać to również na poziomie funkcjonowania rodziców. Z perspektywy biologicznej bycie rodzicem to między innymi pewien stan fizjologiczny czy neurofizjologiczny.
Bliskość także u nas powoduje pewne reakcje ośrodkowego układu nerwowego, chociażby wydzielanie oksytocyny, hormonu zaufania i troski.
Hamuje ona też aktywność takich struktur jak ciało migdałowate, które odpowiada za agresję, zachowania impulsywne, unikanie, ucieczkę, stres i skłonność do przemocy.
Jest to mechanizm, który bez względu na wiek człowieka pojawia się w reakcji na bliskość. Innymi słowy: jeżeli kogoś przytulamy, to zarówno u przytulanego, jak i u przytulającego mózg wchodzi w „stan przytulania”. A takie stany są niezbędne, żeby kształtować poczucie bezpieczeństwa, przywiązanie, pogłębiać relacje i ograniczać stres.
Przytulanie po prostu nam służy i dowodzą tego zarówno bezpośrednie doświadczenie, jak i liczne badania naukowców. Robin Dunbar w swojej najnowszej książce Przyjaciele wykazuje, że obecność bliskich osób w naszym życiu jest najważniejszym czynnikiem zapewniającym zdrowie i długi czas sprawności fizycznej i psychicznej. Izolacja natomiast będzie działać odwrotnie. Jeżeli pozbawiamy dziecko towarzystwa rodzica, to narażamy je na silny stres. W przeszłości ewolucyjnej obecność opiekuna była gwarantem przetrwania, a nie tylko komfortu. Dziecko bez bezpośredniej obecności dorosłego nie miało praktycznie żadnej szansy przeżycia.
W kontekście naszego przedwczesnego urodzenia i zależności, o której pisałem wcześniej, jest to szczególnie ważne. Ale nawet gdyby ten aspekt pominąć: dorosły osobnik zawsze jest dla dziecka gwarantem przetrwania – i dotyczy to w zasadzie wszystkich organizmów zwierzęcych.
Najnowsze odkrycia neurobiologii wskazują, że w ciągu pierwszych czterech – pięciu lat życia w mózgu dziecka zachodzą zmiany, które mogą decydować o jego późniejszych możliwościach.
Zapytaliśmy profesora Kaczmarzyka o kwestie, które w naszym odczuciu najczęściej niepokoją rodziców małych dzieci:
- Skąd się biorą tak zwane fazy buntu małego dziecka? Czy możemy ich uniknąć?
- Od jednych specjalistów słyszymy, że dziecko jak najwcześniej powinno spać osobno, od innych – że najlepiej jest, jeśli jak najdłużej śpimy razem. Kto ma słuszność?
- Nasi znajomi już uczą swojego dwulatka drugiego języka, czy my też powinniśmy?
Profesor Marek Kaczmarzyk w lekki i przystępny sposób przekazuje wiedzę, która pozwala nam lepiej zrozumieć zachowania małego dziecka, utrzymać spokój w trudnych sytuacjach oraz wspierać rozwój kompetencji emocjonalnych i poznawczych w tym niezwykle ważnym okresie.

