Psycholog sportu: co rodzice powinni wiedzieć o uprawianiu sportu przez dzieci?
Odcinek 24
Czy nasze dzieci ruszają się wystarczająco dużo? Co możemy zrobić, jeśli tak nie jest?
Badania pokazują, że współczesne dzieci są mniej aktywne fizycznie i sprawne niż wcześniejsze pokolenia. W tym odcinku zastanawiamy się, jak temu zaradzić – co zrobić, jeśli nasze dziecko woli spędzać czas przy komputerze zamiast uprawiać sport?
Gościem odcinka jest Grzegorz Więcław, psycholog sportu. Rozmawiamy między innymi o tym:
- czy wystarczy dać dziecku przestrzeń do ruchu, czy lepiej aktywnie zachęcać je do uprawiania sportu?
- Czy wczesna specjalizacja sportowa przynosi więcej korzyści, czy może lepszym rozwiązaniem jest umożliwienie dziecku próbowania różnych dyscyplin?
- Jak wspierać dziecko w sporcie i jak radzić sobie z trudnymi emocjami, takimi jak frustracja czy zniechęcenie?
Grzegorz zwraca także uwagę na to, kiedy, mimo najlepszych intencji, możemy zaszkodzić dziecku oraz gdzie rodzice mogą szukać wsparcia i zdobywać wiedzę na temat aktywności fizycznej swoich dzieci.
Zapraszamy do wysłuchania 24 odcinka podcastu Baj Example – o edukacji domowej, rodzicielstwie, rozwoju i o tym, co z nas wyrośnie.
W tym odcinku usłyszysz między innymi o:
- Dlaczego Grzegorz zajął się psychologią sportu?
- Jak wygląda aktywność fizyczna i sport dzieci w Polsce?
- Czy polskie dzieci ruszają się wystarczająco dużo?
- W jaki sposób zachęcić dziecko do ruchu?
- Czym różni się aktywność fizyczna od ćwiczeń i od sportu?
- Jakie są korzyści z tego, że nasze dzieci wykonują ćwiczenia fizyczne i uprawiają sport?
- Lepiej żeby dziecko próbowało różnych dyscyplin sportowych czy wcześnie wyspecjalizowało się w danej dziedzinie?
- Jakie dziedziny wymagają wczesnej specjalizacji?
- O roli osoby prowadzącej zajęcia sportowe.
- Jakie korzyści daje uprawianie sportu?
- Jak rodzice mogą wspierać swoje dzieci w radzeniu sobie z trudnymi emocjami związanymi z rywalizacją sportową?
- Jak mądrze wspierać dzieci w rozwoju?
- – Książka dla rodziców o tym, jak wspierać dzieci w sporcie: Sport uczy życia – dr Łukasz Panfil, Matylda Olek-Stępień
- Podcast Grzegorza Więcława o psychologii sportu – Głowa Rządzi
- Fanpage Grzegorza Więcława – Głowa Rządzi – Facebook
- Strona internetowa Grzegorza
- Inspirujący film: W głowie się nie mieści (Inside out)
– Część 1
– Część 2
📬 Nasz rodzicielski newsletter
Jeśli chcesz otrzymywać cotygodniowe informacje o ciekawych wydarzeniach, spotkaniach, książkach, kursach podcastach i innych inicjatywach, które mogą być dla nas rodziców wsparciem w edukacji, rodzicielstwie i rozwoju, zapraszamy do naszego newslettera: https://wydawnictwoelement.pl/newsletter/
Posłuchaj
Czy nasze dzieci ruszają się wystarczająco dużo? Co możemy zrobić, jeśli tak nie jest? Badania pokazują, że współcześnie dzieci ruszają się znacznie mniej niż we wcześniejszych pokoleniach i są mniej sprawne fizycznie. Co możemy zrobić, jeżeli nasze dziecko nie chce uprawiać sportu, woli np. grać na komputerze? Do dzisiejszej rozmowy zaprosiliśmy specjalistę, psychologa sportu.
Rozmawiamy także o tym, czy wystarczy, jeśli damy dziecku przestrzeń do aktywności fizycznej, do ruchu, czy powinniśmy zadbać o to, żeby uprawiało sport. A jeśli już uprawia sport, to czy więcej korzyści płynie ze wczesnej specjalizacji?
Czy powinniśmy wcześniej wybrać dyscyplinę, na której nasze dziecko się skupi? Czy jednak więcej korzyści przyniesie dywersyfikacja i danie dziecku możliwości doświadczenia różnych dyscyplin? Jak wspierać dziecko w sporcie i kiedy, mimo naszych najlepszych intencji, jako rodzice możemy wyrządzać krzywdę dziecku, które uprawia sport? Jak radzić sobie z trudnymi emocjami, które pojawiają się podczas uprawiania sportu? Jak zniechęcenie, napady złości i frustracji? Gdzie jako rodzice możemy szukać wsparcia i zdobywać wiedzę? O tym wszystkim rozmawiam z Grzegorzem Więcławem, psychologiem sportu i autorem podcastu Głowa Rządzi. Nazywam się Aleksander Baj i to jest 24. odcinek podcastu Baj Example.
Rozmawiamy o edukacji domowej, rodzicielstwie, rozwoju i o tym, co z nas wyrośnie. Grzegorz Więcław, jesteś autorem podcastu Głowa Rządzi, jesteś psychologiem sportu. Nie będzie też tajemnicą, więc zdradzę od razu, że znamy się stąd, że trenowaliśmy razem tenis ziemny, kiedy byliśmy w wieku nastoletnim.
Wszystko się zgadza.
Powiedz trochę o tym, jak to się stało, że zająłeś się psychologią sportu.
To pytanie jest takim tendencyjnym pytaniem, bo opowiadałem o tym już wiele razy, ale opowiem raz jeszcze, bo to kawałek historii mojego życia. Ja, mimo że urodziłem się w Gliwicach i tu się wychowałem, tutaj trenowaliśmy razem tenis, to w wieku 16 lat, zanim Polska jeszcze była członkiem Unii Europejskiej, wyjechałem w świat. Maturę zdałem w Norwegii, potem studiowałem psychologię w Kanadzie. I tak jak na początku byłem psychologią zafascynowany, tak z biegiem kolejnych semestrów traciłem zainteresowanie i psychologia wydawała mi się bardzo przeteoretyzowana, z małą dawką wiedzy, którą można zastosować potem w codziennym życiu. Na trzecim roku tych studiów trafiłem na kurs pod tytułem Psychologia Sportu. Zajęcia prowadził dr David Cox, kanadyjski psycholog sportu, który po prostu połączył mi te dwie kropki. Całe życie uprawiałem sport, studiowałem już psychologię, jestem na trzecim roku i on pokazał, że jedno z drugim można połączyć. Właśnie na tym trzecim roku odkryłem, że można to zrobić, specjalizując się w tej bardzo wąskiej gałęzi psychologii, jaką jest psychologia sportu i aktywności fizycznej. Od tamtego czasu wszystkie moje kroki edukacyjne, szkoleniowe szły w kierunku tej wąskiej specjalizacji.
Dzisiaj pracujesz przede wszystkim z profesjonalnymi sportowcami?
Dzisiaj pracuję przede wszystkim w sporcie wysokiego wyczynu. Współpracuję z Polskim Związkiem Lekkiej Atletyki i z Polskim Związkiem Kajakowym. Na Igrzyskach Olimpijskich w Paryżu, w których braliśmy udział jeszcze w tym roku, miałem pod opieką kilkunastu sportowców, w tym również medalistów, więc jest to rzeczywiście mój konik, na którym staram się jeździć obecnie i wspierać tych najlepszych w osiąganiu wyników na miarę ich potencjału i możliwości.
Dzisiaj chciałem cię zapytać przede wszystkim o sport, ale jeszcze chyba nie wyczynowy, bo chciałem rozmawiać o aktywności sportowej, aktywności fizycznej i sporcie u dzieci.
Pewnie.
I o tym, co my, rodzice, powinniśmy wiedzieć na ten temat z punktu widzenia psychologa.
Pewnie. Mogę też powiedzieć, że dzisiaj wystąpię w tym twoim podcaście jako ekspert, psycholog, ale też jako rodzic, bo jestem ojcem dwóch chłopców, na których w pewnym sensie również staram się aplikować wiedzę, którą zdobyłem przez tyle lat studiów.
No pewno tak. Wiesz co, najpierw chciałem cię zapytać o to, jak się w ogóle ma aktywność fizyczna i sport dzieci w Polsce. Pojawiają się głosy, które mówią o tym, że dzieci ruszają się za mało, że za dużo czasu spędzają przed ekranami, że za dużo czasu siedzą. Czy to jest rzeczywiście taka tendencja i kiedy jako rodzice powinniśmy być zaalarmowani, że nasze dzieci powinny ruszać się więcej?
Ja myślę, że aktywność fizyczna cierpi obecnie na całym świecie, nie tylko w Polsce. Związane jest to przede wszystkim z ogromnym postępem technologicznym, który widzimy na każdym kroku. Coraz rzadziej korzystamy z aktywności fizycznej, z przymusu przemieszczania się, zdobycia pożywienia czy schronienia. I coraz częściej siedzimy – siedzimy jadąc samochodem czy komunikacją miejską, siedzimy w szkołach ucząc się, potem również na uczelniach, w pracy. Myślę, że obserwujemy taki trend kryzysu aktywności fizycznej, spontanicznej, która wynika z potrzeby chwili, i myślę, że od tego warto zacząć, bo to nie jest tylko kwestia naszego kraju, to jest trend ogólnoświatowy, przynajmniej w krajach rozwiniętych. W środowisku psychologów śmiejemy się, że “siedzenie to nowe palenie”. Jest to niezdrowa aktywność, w którą jesteśmy zaangażowani zdecydowanie za dużo.
Jeżeli chodzi o sprawność fizyczną i aktywność fizyczną dzieci i młodzieży w Polsce, to mamy wyniki badań z Akademii Wychowania Fizycznego, które przeprowadza tego typu testy. Ta sprawność fizyczna jest słabsza niż 10-20 lat temu. Myślę, że to wynika z tego, że nie mamy tej bazy takiego ruchu spontanicznego, który w przeszłości, za naszych czasów, był czymś naturalnym. Musiałeś iść do szkoły albo do tej szkoły dojechać na rowerze, popołudnia spędzałeś na podwórku, bo nie było żadnej technologii, która z tym spędzaniem czasu na podwórku konkurowała. Więc zdecydowanie tego ruchu jest mniej. Ponieważ środowisko, w którym obecnie żyjemy, jest przesiąknięte technologią, ten ruch nam zabiera i musimy bardziej strategicznie planować aktywność.
Od razu jak mówiłeś, to przypomniało mi się, jak moja babcia, no to jednak już kilkadziesiąt lat temu, opowiadała o tym, że chodziła pieszo do szkoły przez pola, sześć kilometrów w jedną stronę. Jak mówisz o tej spontanicznej aktywności fizycznej, to rzeczywiście potem, jak wracała ze szkoły drugie sześć kilometrów, szła wyprowadzić gęsi. Ludzie byli naturalnie w ruchu przez dużą część dnia.
Bo nasz genom jest stworzony do ruchu. To jest niezaprzeczalne – my jesteśmy po to, żeby się ruszać. Jak się nie ruszamy, to rdzewiejemy, a jak rdzewiejemy, to jesteśmy chorzy. Nie mówię tutaj tylko o chorobach układu kostno-szkieletowego, ale też o innych chorobach, które potrzebują ruchu do prawidłowego funkcjonowania.
No dobrze, to jako rodzic, co mam zrobić, żeby zachęcić moje dziecko do ruchu w taki sposób, żeby go nie zrazić?
To temat-rzeka. Najlepiej mogę odpowiedzieć na to pytanie, dając przykład. Nie ma lepszego wykładu od przykładu. Dziecko nie zrobi tak, jak mu powiesz, ale tak, jak mu pokażesz. Jeżeli będziesz sam aktywnym rodzicem, będziesz pokazywać różne modalności aktywności fizycznej, to jest najlepsza możliwa rekomendacja. Tutaj moglibyśmy zakończyć ten podcast.
Bardzo mi miło, bo nazwa tego podcastu wzięła się właśnie od zdania, że dzieci uczą się na naszym przykładzie. To właśnie chcemy przekazywać w tych rozmowach.
Tak. Jeżeli ty będziesz rodzicem, który spędza wolny czas aktywnie, pokazując różnorodność ruchu, to jest duża szansa, że twoje dzieci również będą poszukiwać swoich ulubionych aktywności i będą się w nich rozwijać. Gwarancji nigdy nie ma, ale szansa jest duża.
Mamy też przykład z naszej rodziny, bo nasze dzieci ostatnio zaczęły trenować tenis. Wcześniej nie chciały, ale nagle stwierdziły, że chcą. Mimo że pytałem ich wcześniej, to nie były zainteresowane. Ale zaczęło się od tego, że ja gram raz w tygodniu w tenisa z moim bratem. Mamy taki rytuał, robimy to od lat. To jest czas, żeby się spotkać, ale moje dzieci tego nie widzą. Wiedzą tylko, że ja gram, i to chyba wystarczyło, żeby same chciały spróbować.
Może tak być, zdecydowanie. A gdybyś popołudniami grał w gry komputerowe, to istnieje spora szansa, że również by to polubiły. Oczywiście mówimy tutaj o dzieciach w wieku przedszkolnym, wczesnoszkolnym, kiedy to rodzic jest jeszcze największym autorytetem. Nie mówimy tutaj o dzieciach w wieku nastoletnim, które siłą rzeczy zaczynają dojrzewać i autorytetem stają się inni dorośli – nauczyciele, trenerzy, a także rówieśnicy. Dlatego tak ważne jest budowanie silnych fundamentów, kiedy jako rodzic masz jeszcze coś do powiedzenia.
Mhm. Myślę, że to duża odpowiedzialność. Okej, a do tej pory używamy zamiennie terminy “sport” i “aktywność fizyczna”.
Tak, ale pomiędzy tymi dwoma koncepcjami mamy jeszcze ćwiczenia fizyczne. W teorii sportu rozróżniamy: aktywność fizyczną, która jest wszystkim, co wprawia twoje ciało w ruch – jeżeli pielenie ogródka, to jesteś aktywny fizycznie; jeżeli dojeżdżasz do pracy rowerem, to też. Ćwiczenia mają natomiast konkretną strukturę i cele. Dalej mamy sport, który jest przestrzenią rywalizacji – mierzenia się z innymi i z samym sobą.
Okej, to jakie są korzyści z tego, że nasze dzieci wykonują ćwiczenia fizyczne i uprawiają sport?
Korzyści jest cała masa. Zaczynając od fizycznych – rozwój mięśniowo-szkieletowy, prawidłowy metabolizm itd. Jeśli chodzi o moją działkę, sport i aktywności fizyczne dają szansę na budowanie więzi z innymi ludźmi, poznanie samego siebie, swojego ciała w przestrzeni, w której się poruszamy. To także okazja na sprawdzenie się w różnych modalnościach ruchu, przeżywanie sukcesów i niepowodzeń oraz radzenie sobie z nimi.
Ale możemy ogólnie powiedzieć, że jest korzystne, żebyśmy nie tylko dbali o to, żeby nasze dzieci były aktywne fizycznie, czyli były w ruchu, ale również, aby miały przestrzeń do uprawiania sportu.
Tak. Współczesna psychologia sportu i aktywności fizycznej patrzy na to w ten sposób, że w pierwszym okresie życia stawiamy bardzo mocno na różnorodność doświadczeń.
A ten pierwszy okres to jest do którego etapu?
Myślę, że do dwunastego, trzynastego roku życia. Oczywiście są sporty, w których, jeśli chcemy wychować mistrza lub mistrzynię, specjalizację trzeba zacząć odpowiednio wcześnie, ale o tym zaraz opowiem. Mówię tu o różnorodności doświadczeń – nie tylko ruchowych. Chcemy, aby nasze dzieci próbowały różnych rzeczy: książek, rysowania, muzyki, tańca, biegania, skakania, gier zespołowych. Jako rodzic, dobrze poinformowany badawczo, chcę, aby tych doświadczeń było jak najwięcej. To znakomity fundament do późniejszej specjalizacji.
Okej, ale ten etap wejścia w specjalizację wydaje się być dosyć późno, przynajmniej z mojej intuicji. Gdzieś bym go przesunął sobie wcześniej.
Tak, ale musimy zdefiniować, czym jest wczesna specjalizacja. To nie jest pierwsze zetknięcie ze sportem, ani nawet z rywalizacją sportową. Wczesna specjalizacja to ustrukturyzowany trening przez cały rok, zorientowany na poprawę specyficznych umiejętności i rywalizację sportową. Jeśli twoje dzieci grają w tenisa raz czy dwa razy w tygodniu i nawet grają na punkty, to jeszcze daleko im do specjalizacji. Jeśli po treningu skaczą w parku czy bawią się na placu zabaw, to wciąż daleko im do wczesnej specjalizacji. Jeśli nie myślą o turnieju, który jest za tydzień, to jeszcze daleko do wczesnej specjalizacji.
Czyli wczesne wejście w sport, nawet zorganizowany, nie równa się wczesnej specjalizacji sportowej, przynajmniej z perspektywy badawczej.
Z moich obserwacji wynika, że wiele klubów i szkół sportowych nastawionych jest jednak na specjalizację, jeśli dobrze rozumiem.
Niestety tak.
Mieliśmy różne doświadczenia i spotkaliśmy się z tym nie raz i nie dwa razy, że dziecko zaczyna trenować we wrześniu i już w trzecim tygodniu września jedzie na turniej. Turnieje odbywają się co tydzień, a treningi co najmniej raz, dwa razy w tygodniu, najlepiej częściej. Widać podejście instruktorów i zarządów klubów, że chodzi o uczestnictwo w tych turniejach. Zgadzam się, że na początku, gdy dzieci były mniejsze, nikt nie naciskał tak bardzo na wyniki.
Oj, rodzice prowadzą na grupach facebookowych tabele. Nawet jeśli ktoś mówi, że wynik w sporcie dzieci i młodzieży nie jest ważny, ja się z tym nie zgadzam. Dla rodziców wynik jest ważny – mogą pochwalić się przed znajomymi. Dla trenerów wynik też jest ważny, bo systemowo często od tego zależy finansowanie. Wynik sportowy jest ważny, nawet jeśli nie dla dzieci, to dla dorosłych.
Często widzimy rywalizację nawet w zabawie: “Kto ostatni przy drzwiach, ten zgniłe jajo”. To sport czy nie?
No nie, ale to fajna rywalizacja w ramach aktywności fizycznej, którą dzieci same wprowadzają. Nie widzę w tym nic złego. Jeśli jednak całe życie rodziny podporządkowane jest turniejom, które odbywają się co tydzień, to zaczynamy mówić o wczesnej specjalizacji. Jeśli dziecko przychodzi do naszej akademii, a nie potrafi zrobić przewrotu w przód, to coś zostało zaniedbane na pewnym etapie wdrażania w sport. Obserwujemy, że mamy coraz lepiej wyszkolonych technicznie piłkarzy, ale z coraz słabszą ogólną sprawnością fizyczną. Przewrót w przód to taka metafora wielu różnych umiejętności, które potem mogą skutkować urazami albo zniechęceniem do dalszych treningów.
Dobra, to co w takim razie w przypadku, kiedy chciałbym, żeby moje dziecko miało dobre wyniki w jakiejś dyscyplinie? Chciałbym, żeby zostało profesjonalnym tenisistą lub piłkarzem. Jest jeszcze małe, może nie chce tego tak bardzo, ale ja jako rodzic mam świadomość, że jeśli nie zacznie wcześniej, to straci szansę.
To częste pytanie. Są dyscypliny sportu, które wymagają wczesnej specjalizacji. To są dyscypliny, w których sukces sportowy często następuje przed osiągnięciem dojrzałości płciowej. Możesz sobie wyobrazić, jakie to dyscypliny: gimnastyka sportowa, artystyczna. W gimnastyce sportowej seniorem jesteś w wieku 16 lat. Simone Biles, jedna z najbardziej utytułowanych gimnastyczek, ma 24-25 lat i już jest postrzegana jako dinozaur. To są przykłady, gdzie wczesna specjalizacja jest jedyną możliwą ścieżką.
W dyscyplinach zespołowych czy wytrzymałościowych wydaje się, że wczesna dywersyfikacja daje lepsze efekty, zarówno pod względem sukcesu sportowego, jak i dobrostanu psychofizycznego dziecka. Nawet jeśli dziecko nie zostanie sportowcem, ma dobrą bazę, by być aktywnym dorosłym.
Czyli gramy o dwie nagrody. Jeśli dziecko wychodzi z wczesnej dywersyfikacji i próbuje specjalizacji w jakiejś dyscyplinie, a okazuje się za słabe, nie zostaje wyselekcjonowane przez kolejnych trenerów i musi sobie dać spokój, to i tak ma fajną bazę do tego, żeby być aktywnym dorosłym, który będzie korzystać z ćwiczeń i aktywności fizycznej w swoim życiu. Jeśli przejdzie do sportu wyczynowego – super. Tylko mówimy tutaj o ułamku procenta ludzi, którym to się udaje. Jeśli chcemy inwestować w to, to stopa zwrotu jest wątpliwa, jeśli mówimy o przyszłości naszych dzieci. Jeśli chodzi o wczesną specjalizację, to stawiamy tylko na jednego konia. Jeśli dziecko wejdzie do sportu wyczynowego – świetnie.
Ale potem może napisać taką autobiografię jak Andre Agassi, który był znakomitym tenisistą, zdobył tzw. “złotego szlema”, czyli wygrał wszystkie cztery turnieje wielkoszlemowe i zdobył złoty medal olimpijski, a mimo to mówił, że nienawidzi tenisa. Czy chcemy dojść do tego momentu? Wczesna specjalizacja często łamie dzieciaki fizycznie i psychicznie, zniechęcając je do aktywności i ruchu w ogóle. A tego byśmy nie chcieli, patrząc na rozwój psychofizyczny młodych ludzi.
Z tego, co mówisz, wynika, że wczesna specjalizacja jest uzasadniona właściwie w kilku przypadkach – w dyscyplinach, w których na późniejszym etapie, gdy dziecko jest starsze, osiągnięcie wyników jest po prostu niemożliwe. I zawsze będzie to decyzja rodzica, bo trudno sobie wyobrazić, że dziecko podejmie taką decyzję w wieku 4, 5, 6 lat, że chce intensywnie trenować jakąś dyscyplinę.
Autonomii w tym wyborze raczej nie będzie. Nawet jeśli dziecko powie, że chce, to najprawdopodobniej będzie to odzwierciedlenie pragnień rodzica bardziej niż cokolwiek innego.
Z mojego rodzicielskiego doświadczenia wynika, że nawet jeśli dziecko samo mówi, że chce, to przyjdzie taki tydzień lub miesiąc, że powie, że już nie chce. I wtedy, jeśli jako rodzic zdecyduję, że jednak idziemy w tę dyscyplinę, będę musiał użyć jakiejś formy przymusu.
No pewnie. Pytanie, na ile jako rodzic będziesz chciał przetrzymać dziecko przy sporcie, kiedy ono w danym momencie mówi “nie”. Możemy debatować. Są dwie szkoły. I nie mam tu jednoznacznej odpowiedzi. W przypadku sportu dzieci, czyli przed etapem specjalizacji, rezygnacja z zajęć z koszykówki może być w porządku, jeśli zastąpi to czymś innym. Chciałbym, aby dziecko próbowało dalej, aby znalazło aktywność, która mu odpowiada. Musimy pamiętać, że w szkole i na zajęciach dzieci nie zakochują się w samej aktywności, ale bardzo często w osobie, która te zajęcia prowadzi. Jeśli osoba prowadząca staje się autorytetem, dziecko chętnie wraca na zajęcia.
Ja w moim rodzicielskim doświadczeniu miałem taką historię z judo. Trenerzy się zmienili i nagle judo przestało być fajne dla mojego syna. Zmieniliśmy godziny i znowu było fajnie. Sam miałem w szkole przedmioty, które bardzo lubiłem, a kiedy zmieniłem szkołę, te same przedmioty przestały być ciekawe, bo prowadziła je inna osoba. Ten aspekt społeczny jest bardzo ważny.
To, co powiedziałeś, jest dla mnie bardzo istotne. Moja intuicja przed rozmową była taka, że w każdej dyscyplinie sportu, jeśli chcemy, by dziecko osiągało sukces, to powinno zacząć wcześniej. A ty mówisz, że badania pokazują, iż w większości dyscyplin wczesna dywersyfikacja daje lepsze szanse na lepsze wyniki w przyszłości.
Tak, ale wcześniej dziecko może zacząć. Nie ma przeciwwskazań, ale nie chcemy, by zbyt wcześnie się specjalizowało. Kiedy rodzic mówi, że ma w domu zawodowego tenisistę, a dziecko ma 10 lat, to znaczy, że coś jest nie tak. Zawodowy tenisista zarabia z tenisa, a do dziesięciolatka trenującego tenis trzeba dopłacać.
Wczesny kontakt ze sportem jest w porządku, ale zamienianie go w centralny punkt życia dziecka i rodziny może prowadzić do problemów. Badania pokazują, że wczesna specjalizacja przynosi wczesny sukces sportowy, bo szybciej skumulowano godziny treningów, ale nie ma korelacji z sukcesem seniorskim. W niektórych opracowaniach mamy wręcz korelację negatywną – im wcześniejszy sukces, tym mniejsze szanse na utrzymanie go później, kiedy ma to większe znaczenie. To jest ten paradoks.
Jeśli masz dziecko w akademii piłkarskiej, koszykarskiej, tanecznej i widzisz, że naprawdę spełnia się w tym, co robi – niech dalej trenuje. Ale jeśli chcesz, żeby było jeszcze lepsze, niech robi coś dodatkowego, poza główną dyscypliną. Nie musi to być kolejna aktywność pozalekcyjna. Może to być bieg na orientację z rodziną, wyjazd na rower czy narty. Moja koleżanka z Wrocławia, Matylda Olek Stępień, mówi: “Chcesz, żeby twój syn był lepszym piłkarzem? Niech zacznie pływać.” To oddaje potęgę dywersyfikacji. Budujemy szeroki fundament, na którym może wyrosnąć znakomity sportowiec, olimpijczyk, być może medalista, ale może wyrośnie też na programistę, który jest zadbany fizycznie i mentalnie dzięki ruchowi.
No to skoro już przeszedłeś do tego, że być może wyrośnie programista, to jest też temat, o który chciałem cię zapytać. Jakie są korzyści w późniejszym życiu, takie mentalne, z tego, że uprawialiśmy sport w dzieciństwie albo nawet z tego, że uprawiamy sport już w wieku dorosłym?
Okej, nie wiem, z której strony zacząć, ale zacznę znowu od tej strony społecznej, bo jednak sport to ludzie. Zawsze tak uważałem i sport daje okazję i przestrzeń do spotkania się. Oczywiście, jeżeli uprawiamy dyscypliny zespołowe, to siłą rzeczy spotykamy się z innymi ludźmi, ale nawet jeżeli jedziemy na wspólną przejażdżkę rowerową czy na wspólne bieganie, to jest ten aspekt społeczny, który sport może w naszym życiu zaspokoić. Przy okazji robimy coś dobrego dla swojego ciała, które jest stworzone do ruchu – jak już powiedzieliśmy wcześniej – i które tego ruchu potrzebuje jak tlenu, szczególnie w dzisiejszym świecie, gdzie siedzimy zdecydowanie za długo i za często. Sport jest odskocznią od tej często siedzącej pozycji. Daje też przestrzeń na bycie z samym sobą, często w innym kontekście niż jesteśmy na co dzień, co z kolei poszerza naszą perspektywę na wszystkie problemy w pracy, w rodzinie, na osobiste problemy i daje fajną odskocznię, żeby wrócić zmęczonym fizycznie, ale naładowanym mentalnie do dalszego działania. Myślę, że to są takie najważniejsze kwestie: dbamy o nasze ciało, które się rusza, dbamy o nasz umysł, który również tego potrzebuje, oraz o nasze relacje z innymi ludźmi.
A czy są jakieś badania, które mówiłyby o tym, że osoby, które uprawiały sport w dzieciństwie – rozumiane tak jak tutaj je zdefiniowaliśmy, czyli z elementami rywalizacji – osiągają większe sukcesy zawodowe w dorosłym życiu?
Nie znam takich opracowań, nie wiem, czy takie istnieją, czy ktoś się temu przyglądał. Wyobrażam sobie, że może to dawać pewnego rodzaju dźwignię, bo sport uczy życia. Jest to mikrokosmos życia, w którym możemy różne rzeczy sprawdzać, próbować i eksperymentować. Uczymy się w sporcie samych siebie i jeżeli tylko potrafimy to dobrze wykorzystać na rynku pracy, to myślę, że może to dawać konkretną korzyść i może to stać się supermocą, ale nie jestem w stanie poprzeć tego konkretnym badaniem czy opracowaniem naukowym.
Czyli dla nas, jako dorosłych, ważne jest przede wszystkim, żebyśmy byli aktywni fizycznie, żebyśmy wykonywali ćwiczenia fizyczne, czyli żebyśmy byli w ruchu. Czy są jednak korzyści płynące bezpośrednio z tego, że uprawiamy sport i angażujemy się w rywalizację?
Chciałbym odpowiedzieć, że są korzyści z tego ostatniego, ale wszelkie znane mi opracowania mówią, że po prostu potrzebujemy być aktywni fizycznie. Ta rywalizacja sportowa w jakiejś lidze, jeśli grasz w tenisa z bratem, to raczej wchodziłaby po stronie aktywności fizycznej niż sportu. Jeżeli jednak ktoś ma silną potrzebę rywalizacji, to pewnie poprzez zaangażowanie w sport może ją zaspokajać. Przede wszystkim chodzi jednak o to, żebyśmy ruszali swoje ciała. Ludzie często się śmieją, jak zrobią sobie krzywdę w sporcie, i mówią “Sport to zdrowie”. Tak, sport to zdrowie, ale nie sport wyczynowy. Mam do czynienia z tzw. profesjonalnymi amatorami – to osoby, które inwestują w sprzęt do triathlonu więcej niż w sprzęt, na którym nagrywasz ten podcast. Pracują na etacie, albo nawet dwóch, a nie zarabiają ze sportu, tylko dokładają do niego. Trenują nierzadko ciężej i bardziej usystematyzowanie niż niektórzy zawodowi sportowcy.
Ale czy to jest zdrowe? Pewnie byśmy powiedzieli, że nie. Niestety, sport w takim wymiarze nie jest zdrowy, i wszystko zależy od dawki. Jeśli czegoś jest za dużo, to będzie to trucizną.
Powinniśmy o tym pamiętać również w kontekście naszych dzieci. Jeśli mamy silną chęć, żeby nasze dzieci osiągały sukcesy w sporcie, może się to odbić kosztem ich zdrowia.
Tak, dokładnie. To zdrowie możemy podzielić na fizyczne, bo urazów w sporcie dzieci i młodzieży jest naprawdę sporo, ale myślę tu też o zdrowiu psychicznym, które wchodzi obecnie do dyskusji publicznej i coraz więcej się o nim mówi. Chcemy, aby aktywność sportowa, fizyczna służyła utrzymaniu zdrowia psychicznego, prewencji różnego rodzaju zaburzeń psychicznych, a nie przyczyniała się do ich występowania.
Ciekawi mnie jeszcze jedna rzecz. Wykonujesz zawód psychologa sportu, który kiedy ja byłem dzieckiem, czy nawet nastolatkiem, w ogóle nie był mi znany. Nie byłem świadomy, że istnieje coś takiego jak psycholog sportu. Pamiętam, że tenis, który trenowaliśmy, był trochę na pograniczu specjalizacji i aktywności fizycznej – tam już były turnieje, zawody. Dla mnie było to bardzo trudne mentalnie. Pamiętam, jak wiele mnie to kosztowało, te silne emocje, z którymi nie potrafiłem sobie poradzić.
Jasne.
Nie wiedziałem, że istnieje specjalista, który pracuje nad takimi rzeczami. Co my jako rodzice powinniśmy robić, jak się zachowywać, kiedy widzimy, że nasze dziecko wraca z turnieju piłki nożnej w wieku 8 lat i jest sfrustrowane, jest emocjonalnie rozbite? Widziałem dzieci, które potrzebowały dobrych kilku, jeżeli nie kilkunastu minut, żeby się uspokoić, bo nie strzeliły bramki w jednym konkretnym momencie. Co z tym robić?
Teraz możemy zaobserwować, że współcześni rodzice chcą oddelegować bardzo dużo rzeczy. Oddelegowanie pewnych kwestii ma sens. Jeżeli dziecko boli ząb, idziesz do dentysty. Ale z rozwojem emocjonalno-poznawczym jest trochę inaczej. Masz dziecko, które histeryzuje, bo nie strzeliło bramki – co robisz? Idziesz do psychologa?
Jestem zwolennikiem tego, żeby w pierwszym okresie zaangażowania dzieci w jakikolwiek zorganizowany sport rodzic kształcił się i edukował w zakresie tego, jak być najlepszym możliwym sportowym rodzicem. Myślę, że jeśli teraz poszukacie materiałów na ten temat, znajdziecie ich całe mnóstwo.
A czy potrafisz podać jakieś przykłady albo odesłać do jakichś źródeł?
Tak. Myślę, że najlepsza pozycja, którą każdy sportowy rodzic może przeczytać, to Sport uczy życia Matyldy Olek-Stępień i Łukasza Panfila. To psychologia rozwojowa w dużej pigułce i uproszczeniu, tak aby każdy zainteresowany rodzic mógł zrozumieć te treści i zastosować je w praktyce. Ważne jest uczenie się, jak być tym sportowym rodzicem w mądry sposób, jak balansować na takiej linii. Uwielbiam teorię suwaków – odpowiedź najczęściej jest gdzieś pośrodku, a nie na ekstremach.
Z jednej strony mamy rodzica niezaangażowanego, który ma to gdzieś – “Czy wygrałeś, przegrałeś, w ogóle grałeś?”. Z drugiej strony mamy rodzica przeangażowanego, roszczeniowego, który rozmawia z trenerem o tym, czemu jego dziecko nie zagrało całego meczu – “Przecież ono tak się stara, jest takie świetne” – i tak dalej. W szkole jest to samo: “Czemu moje dziecko dostało czwórkę, a nie piątkę?”. Ważne, żeby znaleźć ten balans i być przy dziecku, ale jednocześnie dać mu przestrzeń na to, żeby przepracowało swoje wewnętrzne stany.
Historia z wybuchem złości czy rozpaczy to piękna metafora, aby nauczyć dziecko radzenia sobie z takimi stanami wewnętrznymi. Jeżeli rodzic ma swoje emocje przepracowane i wie, jak pracować z własnymi emocjami, i nie ulega im w obliczu emocji dziecka, to może być fajnym oparciem, aby dziecko też się tego nauczyło.
Tak, to ma sens.
Czyli po pierwsze, pracować nad sobą w ogólnym kontekście, a po drugie – rozwijać umiejętności specyficzne, aby być zaangażowanym rodzicem w sporcie dziecka w mądry sposób. A mądry sposób – sorry, że nie jest to clickbaitowe – ale jest gdzieś po środku, a nie na ekstremach.
Ale żeby to zrobić w mądry sposób, to może wymagać pracy. Fajnie, że o tym powiedziałeś, bo to znowu trochę wraca do tego, że dzieci uczą się na naszym przykładzie. To wraca do idei “by example”.
Dokładnie. Dopowiem jeszcze, że środowisko, które tworzymy dla naszych dzieci w domu, w szkole lub w innych aktywnościach dookoła domu, będzie budować ich mentalność również w sporcie. To nie będzie konsultacja z psychologiem, tylko to, co dzieci mają na co dzień. Mogę to porównać do odżywiania – to, że raz zjesz sałatkę, nie sprawia, że jesteś osobą, która zdrowo się odżywia. Jeżeli przez resztę tygodnia jesz w fast foodach, to tak samo jest w kwestii budowania nastawienia psychicznego i odporności psychicznej. To, co robimy na co dzień, ma znaczenie.
Powiem jeszcze jedną rzecz a propos dziecka, które płacze po meczu. Normalizujmy to. Jeśli przegrało mecz, nie trafiło bramki, a to było dla niego ważne – to takie emocje mogą się pojawić. To naturalna reakcja organizmu na sytuację, kiedy coś ważnego się nie wydarzyło. Dajmy dziecku przestrzeń na te reakcje. Zamiast mówić: “Nie płacz, za tydzień będzie kolejny mecz, daj spokój, ja w twoim wieku bym się tak nie przejmował”. Twórzmy przestrzeń na te emocje, bo to ważna rola rodzica – trener również może ją spełniać, ale to rodzic najczęściej jedzie z dzieckiem do domu.
Mam dużo wyrozumiałości dla rodziców, bo to, o czym mówisz, jest bardzo ważne. Często jako rodzice po prostu nie wiemy, jak zareagować. Gdy moje dziecko wpada w histerię, to mówię te wszystkie zdania: “A co się przejmujesz, będzie następny mecz, nikt nie strzela każdej bramki”.
Masz dobre intencje, nie można ci tego odebrać.
Tak, ale to może wynikać z tego, że po prostu nie znam innych narzędzi. Nie wiem, co lepiej mógłbym zrobić. Dlatego tak ważne jest to, co powiedziałeś wcześniej – musimy się pogodzić z tym, że będziemy musieli te kompetencje jakoś nabyć.
Są dwa fantastyczne filmy, które polecam wszystkim rodzicom, a szczególnie rodzicom młodych sportowców. Pierwszy to W głowie się nie mieści (Inside Out), jest też druga część, która wyszła chyba w tym roku. To fenomenalny film, bardzo mądry. To bajka, ale ma kilka poziomów, w zależności od tego, z jakim dzieckiem to oglądamy. Myślę, że od 7-8 roku życia dzieci zaczynają powoli rozumieć, co tam się dzieje. Ten film może pomóc dzieciom zrozumieć, co się z nimi dzieje.
Chcę jeszcze jedną rzecz dodać, bo może wydaje się, że się mądrzę i w moim rodzicielstwie nie popełniam błędów. Jasne, że popełniam. Staram się jednak szybko te błędy dostrzegać i wracać do tego, jak chcę postępować jako tata. Nigdy nie odbieram sobie dobrych intencji, bo zawsze chcę być jak najlepszym ojcem, jakim mogę być.
I tych dobrych intencji nie odbieram również większości rodziców, z którymi mam do czynienia w kontekście sportu dzieci i młodzieży. Wierzę, że chcą jak najlepiej dla swoich dzieci. Wierzę też, że chcą, aby dzieci osiągnęły największy możliwy sukces w tej dziedzinie, jaką jest sport. Ale często, ponieważ brakuje im odpowiednich narzędzi, robią więcej zamieszania niż pożytku. Z obserwacji sportu dzieci i młodzieży w ostatnich dwóch dekadach widzę, że niestety coraz częściej odbieramy dzieciom autonomię i sprawczość. Zabieramy im możliwość działania tam, gdzie mogłyby działać.
Sztandarowym przykładem jest dla mnie noszenie rzeczy przez dzieci. Patrzę pod szkołami, kto niesie plecak. I z dużą niedoskonałością mogę przewidzieć, jaką autonomię, wolność wyboru i poczucie sprawstwa ma to dziecko w domu. Walka o siebie – w cudzysłowie – w kontekście rówieśników, w klasie, czy w zespole sportowym, jest ważna. Kto pierwszy się odzywa? Czy to dziecko, czy rodzic? Oczywiście, są momenty, kiedy rodzic musi zainterweniować, ale lepiej, jeśli to dziecko samo zawalczy o siebie.
Mówiąc o walce, dam przykład piłkarski. Ktoś nie dostał powołania na mecz albo zagrał bardzo mało minut. I wtedy do trenera dzwoni rodzic i pyta: “Czemu mój syn/córka nie zagrał więcej? Czemu nie dostaje szansy?”. A ja potem muszę się borykać z tymi emocjami w samochodzie po treningu czy meczu. “Trenerze, daj mu więcej szans, umówieni jesteśmy?”. Trenerzy, z którymi współpracuję, muszą przeprowadzać tego typu negocjacje z rodzicami coraz częściej. Tymczasem dużo lepiej rozwojowo dla dziecka byłoby podejście do trenera i zapytanie: “Trenerze, czemu nie zagrałem w ostatnim meczu? Chciałbym grać więcej. Co mogę zrobić?”.
To nie jest coś, czego 8- czy 10-letnie dziecko nie mogłoby zrobić samo. Trenerzy są coraz lepiej wyedukowani, mają coraz więcej kompetencji miękkich i są coraz bardziej otwarci na rozmowy z młodymi sportowcami. Nie jest już tak, jak za naszych czasów, kiedy trener powiedział: “Ciężej trenuj”. Teraz trenerzy chcą rozmawiać i pomóc.
Myślę, że ważne jest to, co powiedziałeś – mimo najlepszych intencji rodziców możemy robić więcej zamieszania niż pożytku.
Nie chciałem powiedzieć “krzywdy”.
Ale chyba trzeba powiedzieć to wprost – możemy wyrządzić krzywdę.
Oczywiście, że tak.
W łagodnym przypadku dziecko nie będzie chciało uprawiać danej dyscypliny, bo go za mocno dociśniemy. To jest jedna skrajność. Druga – otoczymy dziecko tak dużą opieką, że bez nas nie będzie w stanie funkcjonować. Rozwiązanie jest gdzieś pośrodku. Psychologia jest nauką o środkach. Odpowiedź jest gdzieś pomiędzy tymi skrajnościami.
Dużo ważnych rzeczy padło w tej rozmowie, również takich, które mnie mocno poruszyły i, mam nadzieję, że dla naszych słuchaczy również. Jakbyśmy to teraz mieli podsumować w kilku zdaniach – ważne jest to, żebyśmy przede wszystkim zadbali o to, żeby nasze dzieci były w ruchu.
Wróć. Ważne jest, żeby cała rodzina była w ruchu.
Właśnie.
Bo wtedy, jak cała rodzina będzie w ruchu, to dzieci również będą w ruchu, siłą rzeczy. I to będzie dla nich opcja domyślna.
Po drugie, nawet jeśli mamy takie ambicje, żeby nasze dzieci osiągały sukces w sporcie, to w przeważającej większości przypadków nie musimy się nastawiać na wczesną specjalizację. Powinniśmy raczej zadbać o dywersyfikację.
Zgadza się.
Musimy jako rodzice dbać również o naszą edukację jako rodziców dzieci, które uprawiają sport.
Tak. Dziecko rodzi się bez instrukcji obsługi. Ja nie dostałem jej w szpitalu, nie wiem, czy ty dostałeś.
Nie dostałem.
Ale kiedy kupujesz pralkę, lodówkę, samochód, cokolwiek, dostajesz często bardzo pokaźną książkę z instrukcją, jak tego używać. Z dziećmi tak nie jest. Każdy z nas musi znaleźć sposób na napisanie tej instrukcji samodzielnie.
Grzesiek, bardzo ci dziękuję za tę rozmowę. Dowiedziałem się z niej naprawdę wiele i mam nadzieję, że nasi słuchacze również. Bardzo wam dziękujemy, że zostaliście z nami do końca. Linki do podcastu Głowa rządzi znajdziecie w opisie tego odcinka, tak samo jak linki do książek i filmów, o których Grzesiek wspomniał w czasie naszej rozmowy. Jeszcze raz ogromne dzięki.
Ja również dziękuję i zapraszam do słuchania podcastu Głowa rządzi.
Dzięki, do usłyszenia następnym razem.
Cześć.

