Trzy lekcje o relacji z dzieckiem od Marii Berlińskiej. Marta Kawalec, Polskie Radio
Odcinek 64
Książka, o której rozmawiamy w tym odcinku, świadomie nie jest poradnikiem ani manifestem. To rozmowa, w której Maria Berlińska — która wychowała pięcioro własnych i piętnaścioro przybranych dzieci, przez dwadzieścia lat prowadząc z mężem rodzinny dom dziecka — opowiada, co naprawdę działa i że nie musisz być idealnym rodzicem.
Marta Kawalec — dziennikarka Polskiego Radia i psycholożka społeczna — kilka lat temu sama trafiła na warsztaty Marii Berlińskiej. Jak mówi, te warsztaty „wiele zmieniły w funkcjonowaniu mojej rodziny”. Po latach wróciła do Berlińskiej z dyktafonem, żeby spisać jej myśli w książce, do której rodzice mogą wracać. Tak powstała „Mamo, tato, nie musicie być idealni”.
Wcześniej Marta napisała „Nosorożec — o ojcach walczących o relacje z dziećmi” — i to właśnie jedno zdanie z tamtej książki, cytat samej Berlińskiej, było inspiracją do napisania drugiej.
- Co powiedzieć dziecku, kiedy rodzeństwo się kłóci, bije, gryzie, a Ty nie chcesz stosować kar,
- Dlaczego kwadrans uwagi przy zmywaniu naczyń może znaczyć więcej niż godziny zaplanowanych aktywności,
- Jak możesz zdjąć z siebie część rodzicielskiej presji bez czytania kolejnych poradników,
- Czego o budowaniu relacji z dzieckiem mogą nas nauczyć historie ojców, którzy o tę relację walczą,
- Co robić, kiedy „mama zeszła z pomnika” — i co zmienia w rodzicielstwie spojrzenie wstecz na własnych rodziców.
🔗 Linki z odcinka:
- Spotkanie na żywo z Marią Berlińską, Martą Kawalec i André Sternem — Warszawa, 24 maja 2026
- Książka „Mamo, tato, nie musicie być idealni” — Maria Berlińska w rozmowie z Martą Kawalec (premiera w maju 2026, link wkrótce!)
- Książka „Nosorożec. O ojcach walczących o relacje z dziećmi” — Marta Kawalec
- Wcześniejszy odcinek z panią Marią Berlińską o kluczowych kompetencjach wychowawczych
- Podcast „Tata mimo wszystko” — Polskie Radio Dzieciom
👉 Sprawdź nasz newsletter (już ponad 25 tys. rodziców, nauczycieli i edukatorów):
Posłuchaj
Są ojcowie, którzy muszą walczyć o każdą chwilę spędzaną z dzieckiem. Muszą walczyć o relacje z własnymi dziećmi. Są też rodzice, którzy bardzo się starają być jak najlepsi, ale czują ogromną presję i mają poczucie, że sobie nie radzą. Nie wiedzą, co zrobić i jak sobie z tym poradzić. Marta Kawalec napisała dwie książki – o jednych i o drugich. „Nosorożec” opowiada o ojcach walczących o relacje ze swoimi dziećmi, a „Mamo, Tato, nie musicie być idealni” jest rozmową z panią Marią Berlińską. I właśnie o tych dwóch tematach będziemy dziś rozmawiać. Marta, oprócz tego, że jest autorką dwóch książek, jest także dziennikarką Polskiego Radia i psycholożką z wykształcenia.
Marto, witaj.
Witam serdecznie.
Książka „Mamo, Tato, nie musicie być idealni” ukaże się niebawem, ale chcę zacząć od tej pierwszej – od „Nosorożca”, dlatego że, jak mi powiedziałaś, obie książki się ze sobą łączą i jedna była zalążkiem drugiej. Na początek chcę cię zapytać o to, co było taką iskrą, która sprawiła, że napisałaś książkę o ojcach walczących po rozstaniu o relacje ze swoimi dziećmi. Ta książka zaczyna się od historii bardzo trudnych i bardzo smutnych. Czy któraś z nich była pierwsza? A może było coś innego, co spowodowało, że zdecydowałaś się zająć tym tematem i go nagłośnić?
Ta historia, która pojawia się jako pierwsza, była też pierwszą, którą usłyszałam. I oczywiście zaczęło się przypadkowo, bo jako dziennikarka spotykam się na co dzień z wieloma tematami, ale ten wyjątkowo mocno zaczął pracować w mojej głowie. Po usłyszeniu jednej historii, potem drugiej, zaczęłam spotykać się z kolejnymi ojcami i stwierdziłam, że napisanie książki będzie chyba jedynym sposobem, żeby nagłośnić problem ojców, którzy obudzili się w swoim ojcostwie po wielu latach, kiedy wcześniej byli trochę rodzicami drugoplanowymi, a teraz chcą wziąć sprawy w swoje ręce.
Mając też własne doświadczenia z moim tatą, który był i nadal jest wspaniałym ojcem, a dziś także wspaniałym dziadkiem, pomyślałam, że szkoda dzieci, które nie mogą mieć kontaktu ze swoimi rodzicami. Bo czasem dotyczy to również mam. Chciałam po prostu, żeby ludzie usłyszeli te historie i może dzięki temu zatrzymali się na chwilę, przemyśleli swoje zachowania i zastanowili się, jaki może być finał takich historii, kiedy dzieci już dorosną.
Powiedziałaś, że kiedy byłaś na warsztatach, miałaś poczucie, że dobrze byłoby mieć to wszystko zapisane w książce, żeby móc do tego wracać. Miałem bardzo podobne doświadczenie, kiedy pierwszy raz usłyszałem panią Marię Berlińską. Pamiętam spotkanie podczas jednego ze zlotów edukacji domowej u Sawickich w Koszarawie. Pani Maria występowała zaraz po profesorze Kaczmarzyku i było to dla mnie bardzo mocne przeżycie. Pamiętam też, że po spotkaniu podszedłem do niej i pytałem o książkę, ale pani Maria długo broniła się przed jej napisaniem. Z tego, co rozumiem, uważała, że rzeczy, o których mówi, trzeba przede wszystkim przepracować, a warsztaty są do tego lepszą przestrzenią. Tobie jednak udało się ją namówić. Jak to zrobiłaś?
Pani Maria rzeczywiście bardzo długo się przed tym broniła. I właściwie można powiedzieć, że ostatecznie się wybroniła, bo tej książki sama nie napisała. Ona mówiła, a ja pisałam. I dlatego to ja tutaj dziś siedzę. Tak naprawdę mnie mogłoby w ogóle nie być w tej historii, bo pani Maria sama świetnie by sobie poradziła. Ja po prostu postanowiłam zebrać i uporządkować jej myśli w taki sposób, żeby mogły trafić do czytelnika dokładnie tak, jak trafiały do mnie, kiedy ich słuchałam.
Bardzo zależało mi na tym, żeby w tej książce była przede wszystkim pani Maria – jej sposób mówienia, jej styl, jej spokój. Chciałam zachować to jak najwierniej. Oczywiście wszystko trzeba było uporządkować, nadać temu strukturę i sprawić, żeby jedna myśl naturalnie wynikała z drugiej, ale sedno miało pozostać takie samo. I dlatego ta książka nie jest poradnikiem w klasycznym rozumieniu. Nie ma tam tonu: „musisz robić tak” albo „tego absolutnie nie wolno”. To jest po prostu rozmowa. Ja zadaję pytania, pani Maria odpowiada, podaję przykłady ze swojego życia, ona opowiada o swoim doświadczeniu i dzięki temu nie ma tam relacji mistrz–uczeń. Raczej powstaje przestrzeń, w której każdy czytelnik może odnaleźć samego siebie w tej osobie pytającej.
To było dla mnie bardzo ważne, bo sama nie przepadam za poradnikami. Ani za ich czytaniem, ani za recenzowaniem. Często mam poczucie, że jest w nich za dużo nakazów i oceniania. Jakby ktoś mówił nam: „wszystko robisz źle, zacznij od nowa”. A przecież my i tak żyjemy pod ogromną presją. Mamy mnóstwo zasad, oczekiwań i ograniczeń. Nie potrzebujemy kolejnej osoby, która będzie nam mówić, że znowu czegoś nie robimy wystarczająco dobrze. Pani Maria podchodzi do tego zupełnie inaczej. Ona mówi raczej: „spróbuj może w ten sposób”. Bez presji, bez oceniania.
Myślę, że właśnie dlatego ta forma rozmowy tak dobrze działa. Dzisiaj ludzie coraz częściej słuchają podcastów, bo potrzebują prawdziwej rozmowy, a nie wykładu. Wykładów mamy dość – na studiach, w pracy, na różnych szkoleniach. A tutaj chodzi o spokojne spotkanie i poczucie bliskości. Mam wrażenie, że ta książka właśnie to daje – możliwość spotkania z panią Marią poprzez rozmowę.
Zgadzam się z tobą, że ta forma bardzo pomaga. Kiedy pracowałem nad książką i czytałem kolejne fragmenty, miałem wrażenie, jakbym naprawdę codziennie rozmawiał z panią Marią. Słyszałem jej głos podczas czytania. Ale jednocześnie, mimo tej lekkiej formy, jest tam bardzo dużo konkretów. Można przeczytać rozdział i pomyśleć: „dobrze, teraz wiem, co mogę zrobić w konkretnej sytuacji”.
I tu też się z tobą zgodzę. Pisałam tę książkę tak, żeby była w niej przede wszystkim pani Maria i jej sposób myślenia. Ale te przykłady, które tam się pojawiają, są bardzo praktyczne właśnie dlatego, że nie są wymyślonymi historyjkami. To nie są abstrakcyjne opowieści o Jasiu i Małgosi. To są prawdziwe historie z życia pani Marii. Ona opowiada o swoich dzieciach, o dzieciach przysposobionych, o bardzo trudnych sytuacjach, z którymi się mierzyła. I pokazuje, jak próbowała je zrozumieć.
To, co mnie najbardziej uderza w jej podejściu, to fakt, że ona przede wszystkim pyta: „dlaczego?”. Mam wrażenie, że bardzo często tego pytania nam brakuje. Kiedy dziecko zachowuje się źle, szybko wchodzimy w konflikt, podnosimy głos, rozstawiamy dzieci po kątach, wydajemy polecenia i próbujemy natychmiast przywrócić spokój. Ale to jest tylko pozorny spokój, bo bardzo często nawet nie wiemy, co tak naprawdę wydarzyło się pod spodem. Pani Maria zamiast tego pyta dziecko: „dlaczego to zrobiłeś?”. Próbuje dotrzeć do przyczyny, a nie tylko reagować na skutek.
I właśnie te praktyczne przykłady są w tej książce najcenniejsze. Każdy z nas może podłożyć tam własne imiona i własne sytuacje. To będą historie z naszego życia, naszych dzieci i naszych emocji. Dlatego warto do tych rozdziałów wracać.
Dla mnie bardzo poruszające były też przykłady związane z dziećmi z domu dziecka. Czasem słyszymy jakąś radę dotyczącą wychowania i wydaje nam się, że to brzmi dobrze w teorii, ale niekoniecznie zadziała w prawdziwym życiu. Tymczasem historie pani Marii pokazują sytuacje naprawdę trudne, graniczne. I właśnie dlatego są tak wiarygodne. Bo jeśli coś działało tam, w tak wymagających warunkach, to daje nadzieję, że może zadziałać również w naszych codziennych problemach.
Myślę, że na tym polega siła tej książki. Pani Maria sprawdziła wiele rzeczy w praktyce, często w bardzo trudnych sytuacjach. Oczywiście nie chodzi o to, żeby udawać, że istnieją uniwersalne rozwiązania dla wszystkich rodzin. Ale można próbować. To są rady, które nie niszczą relacji, nie naruszają naszej przestrzeni i nie wymagają bycia idealnym rodzicem. One po prostu pomagają lepiej poznać dziecko i zrozumieć, dlaczego zachowuje się w określony sposób. A kiedy zaczynamy rozumieć przyczynę, przestajemy walczyć wyłącznie ze skutkami. I to jest chyba jedna z najważniejszych rzeczy, o których mówi pani Maria.

