Twórczość, Zabawa

Arno Stern – jak nie patrzeć na dziecięce rysunki?

Jak nie traktować dziecięcych rysunków

Jak patrzeć na rysunki naszych dzieci? Jak stworzyć im warunki do swobodnego wyrażania siebie? Na czym polega zabawa malarska i jak powinniśmy towarzyszyć w niej dziecku? Czym jest formulacja?

Arno Stern poświęcił już ponad siedemdziesiąt lat na badanie dziecięcych rysunków. W swoim archiwum ma ponad pół miliona skatalogowanych prac. W książce Odkrywanie śladu dzieli się z nami swoimi niezwykłymi odkryciami. Zapraszamy do przeczytania fragmentu.

Jak nie patrzeć na dziecięce rysunki?

Fragment książki “Odkrywanie śladu” Arno Sterna

W społeczeństwie konsumpcyjnym powtarzalność uważana jest za coś złego. Człowiek powinien cały czas dążyć do nowości. Pragnienia powinny dawać mu impuls do próbowania tego, co jeszcze nie zostało przetestowane. Okazuje się jednak, że postępując w ten sposób, nie zaspokaja swoich pragnień, ale szuka sztucznej równowagi dla narastającego niezadowolenia. System społeczeństwa konsumpcyjnego może trwać nadal jedynie poprzez podtrzymywanie trwałych potrzeb jego członków za pomocą sugestywnej reklamy. Największym wrogiem tego systemu jest wstrzemięźliwość. Nie chodzi w niej o rezygnację ani o ograniczenie, ale o docenienie naturalnego pragnienia stałości.

Przenosząc to na zabawę śladem, można powiedzieć, że bezcelowym jest motywowanie dzieci do coraz to nowszych eksperymentów z niesprawdzonymi technikami i materiałami. W pedagogice sztuki wygląda to tak – dzisiaj rysujemy kredkami, jutro malujemy pędzlem, na kolejnej lekcji robimy wycinanki, a potem grawerujemy. I w ten sposób bezbronne dzieci są cały czas zasypywane coraz to nowszymi propozycjami. Zgłębienie, doskonalenie i świadomość prawdziwej umiejętności należą przy tym do wartości lekceważonych.

To jak wiele radości daje zdobywanie umiejętności i świadomość ich nabycia, można zauważyć podczas zabawy malarskiej. Właśnie tutaj dostrzec można to na przykładzie każdej pojedynczej osoby, a przede wszystkim widoczne jest to u małych dzieci, które bardzo szybko i ze zdumiewającą sumiennością zabierają pędzel z palety, precyzyjnie zanurzają jego koniec w wodzie oraz w farbie i bez jakichkolwiek kleksów przesuwają nim po papierze, przelewając ślad.

Wyraźnie widać zatem, że odrzucam wiele terminów i metod, które w odniesieniu do formulacji stają się bezużyteczne. Pierwsi kierowcy samochodów także musieli zrezygnować ze słów „wiśta” i „wio”. Zmuszeni byli całkowicie zmienić swoje nastawienie. Ze śladem jest zupełnie tak samo.

To, o czym mówię w tej książce, jest czymś naprawdę nowym, choć sądzę, że jest zgodne z Twoim pragnieniem zmiany postawy pedagogicznej. Życzyłbym też sobie, żebyś chociaż spróbował otworzyć się na nowość – nie mogę przecież oczekiwać natychmiastowej przemiany z Twojej strony.

(…)

Przed laty, gdy wróciłem z pobytu w dżungli amazońskiej w Peru, przyglądałem się niezliczonej ilości przywiezionych stamtąd kartek przedstawiających kształty pierwsze oraz typowym rysunkom wykonanym przez dzieci nieuczęszczające do szkoły, których życie tak bardzo różni się od tego w naszym społeczeństwie.

Pamiętam, jak ktoś wszedł wtedy do poczekalni, spojrzał mi przez ramię, zapytał o pochodzenie rysunków i wyciągnął błędny wniosek: „Te rysunki powstały najwyraźniej w ciepłych krajach, bo dzieci narysowały tyle słońc!”. Słońc?! Przytaczam tę banalna sytuację, ponieważ doskonale obrazuje ona utartą opinię, że ślad nieuchronnie służy do przedstawiania rzeczywistości. To, co powiedział tamten człowiek, tkwi w głowie niemal każdego dorosłego – mimo znajomości sztuki abstrakcyjnej i ciągłego wieszania na ścianach swoich domów obrazów nieprzedstawiających żadnych kształtów.

„Co chciałeś pokazać na tym rysunku?” – tak brzmi tradycyjne, niszczące i bezrefleksyjnie zadane przez wychowawcę pytanie, które dodatkowo jest całkowicie niezasadne w kontekście śladu dziecka.

Dorosły stawiając wspomniane pytanie, nie zdaje sobie zapewne sprawy ze skutków swojej nieporadnej wypowiedzi. Bo gdy małe dziecko porzuca beztroską zabawę kształtami pierwszymi, w jego rozwoju powstaje bardzo dotkliwa luka.

Dlatego też tak istotna jest popularyzacja formulacji, a zwłaszcza procesów zachodzących w pierwszych latach życia dziecka – jej znajomość przyczyni się do podejmowania działań w zgodzie z jej istotą.

(…)

Chciałbym w tej książce przedstawić formulację całościowo, tak jak przebiega w pracowni. Mając świadomość, że niekiedy stworzenie tak sprzyjających warunków okazuje się niemożliwe, chciałbym zwrócić uwagę na dwie podstawowe zasady, które pozwolą na przebieg procesu nawet w mniej korzystnych warunkach. Podstawowym wymaganiem jest nierobienie niczego, co przeszkadza w wyrażaniu się. Drugie wymaganie jest jeszcze ważniejsze, ponieważ niewielkim nakładem pracy można umożliwić zainicjowanie formulacji, skutkującej czymś bardzo istotnym. Do przeprowadzenia procesu potrzebny jest tylko długopis i biały papier – zwykła kartka w formacie A4.

Absolutnie decydujące znaczenie ma tu jednak postawa dorosłego. Jego przekonania wynikające ze znajomości formulacji determinują jego zachowanie. Każda nieumiejętna ingerencja może być szkodliwa. Należy wykluczyć gotowe schematy, oznaki zdziwienia i natrętną ciekawość, dbając jednocześnie o nastawienie wspierające cały proces.

W praktyce może pod ręką brakować jeszcze jednej rzeczy – otóż należy przygotować pudełko, w którym będą przechowywane cenne ślady, bo żaden z nich nie jest przecież dla całego przebiegu procesu bez znaczenia. Skrupulatne przechowywanie jest zachętą dla dziecka i potwierdzeniem, że jego aktywność jest traktowana poważnie. Dodatkowo jest to zabezpieczenie powstałego w atmosferze zaufania śladu przed zniszczeniem go przez kolegę z klasy, gościa, krewnego lub jakąkolwiek inną osobę działającą w dobrej wierze, ale w nieświadomości.

(…)

Łatwowierny dorosły powiela niestety popularne stanowisko, że ekspresja plastyczna jest przeznaczona dla oczu odbiorcy, jak jest to w przypadku dzieł różnych artystów.

Do tego błędnego przekonania dochodzą jeszcze inne twierdzenia, a mianowicie to, że dziecko nie jest w stanie wyrazić wszystkiego słowami i dlatego braki w mowie rekompensuje rysunkami. Albo też, że dorosły może odczytać i zinterpretować to, co kryje się w jego podświadomości oraz to, co wychodzi na światło dzienne w postaci rysunków.

Często spotykam się z pytaniem ze strony rodziców i zawodowych wychowawców, jak powinni reagować w sytuacji, gdy dziecko chce im zaprezentować swój rysunek. Ono przecież oczekuje opinii i byłoby zniechęcone, gdyby mu jej odmówić…

Bez wątpienia takie zachowanie zostałoby odczytane przez dziecko jako obojętność i pociągnęłoby za sobą negatywne skutki. Zabawa śladem musi od początku odbywać się w innych okolicznościach, w atmosferze „teraz”, bez jakiegokolwiek „potem”.

W praktyce oznacza to, że dorośli powinni być obecni przy zabawie, a nie tylko później oglądać gotowy „produkt”.

Moje dzieci miały w zwyczaju rozpoczynanie każdego dnia od tego rodzaju zabawy. Odbywało się to zawsze w jednym miejscu w domu. Dzieci potrzebują rytuałów. Ktoś z nas – moja żona lub ja – stał obok, a gdy dziecko narysowało już swój ślad, podawał czystą kartkę. Na koniec, gdy dziecko było już zmęczone zabawą, wszystkie kartki oznaczane były na odwrocie aktualną datą i odkładane na przeznaczonej do tego półce.

Dziecko nie oczekuje niczego więcej jak tylko potwierdze­nia obecności. A dla dorosłego bycie świadkiem tak entuzjastycz­nych doświadczeń dziecka jest z całą pewnością powiewem ży­ciodajnej świeżości.

„Odkrywanie śladu” to jedna z najpopularniejszych książek Arno Sterna, w której opisuje swoje badania, odkrycia i proces pracy w pracowni malarskiej. Autor w niesamowicie precyzyjny sposób prowadzi czytelnika przez świat dziecięcej zabawy malarskiej – od pierwszych śladów dziecka, które pozostawia na papierze, po najbardziej złożone obrazy.

Kto dowiedział się, czym jest formulacja, może przestać się trudzić. Wraz z jej ożywieniem zniknie wiele pozornie beznadziejnych problemów w relacjach między dorosłymi a dziećmi –między rodzicami czy wychowawcami a ich podopiecznymi. Zrodzi się nowa postawa. Dzieci, które przybrały maskę dorosłych, znowu zaczną być szczęśliwe na swój dziecięcy sposób.

Related Posts

Dodaj komentarz